sierpnia 18, 2019

010. Urodzinowy cringe i te sprawy


Tworząc obecnego bloga (nie, nie tego cytowanego powyżej), nie sądziłam, że będę miała aż tak mało czasu w życiu, by go prowadzić. Rok temu jeszcze pisywałam do gazety dość rekreacyjnie, więc mogłam sobie pozwolić na chwilę wolnego na wpis tu i ówdzie, teraz jednak jako copy dorabiająca w środku sezonu turystycznego (niedługo tutaj wrzucę o tym wpis, ajpromis) czasu na pisanie czegokolwiek innego praktycznie nie mam. 
Widząc jednak, że Katalogowo wciąż linkuje ten pustostan w swoich zakładkach, postanowiłam puścić tutaj notkę o garści sentymentów, które mnie naszły z okazji moich urodzin. Bo co robią nerdy w tym szczególnym dniu? Oczywiście, wchodzą na Wayback Machine i cofają się w czasie z Wujkiem Google (okej, i grają w Heroes 3, i Tomb Raider 2).
W każdym razie wyławiając te sentymenty z odmętów Google'a i dysku, którego cudem nie sformatowałam od ponad dekady, na początku przeszedł mnie lekki dreszczyk pozytywnych emocji, by za chwilę, po przypomnieniu sobie tego, co robiłam bardzo, bardzo dawno temu w sieci, dreszczyk zamienił się we wstrząs. 
Wstrząs cringe'u taki, że mogłabym śmiało zejść. Obyście nie zeszli i wy.


Właściwie na tym mogłabym poprzestać, bo potem, im byłam starsza, tym było tylko ciemniej i bardziej niepokojąco. Gdzieś w tym samym czasie Core Design wypuściło na rynek Tomb Raider 6: Angel of Darkness, z emo-Larą, która skradła moją duszę, i Kurtisem, który skradł moje serduszko. Co też zrobiłam, gdy zauważyłam, że wszystkie ficzki w sieci są po angielsku? 
Napisałam własny. Po polsku.


Podpisywałam się wtedy przez kolejną dekadę jako Lilka11. Będąc w drodze na kolonię, ktoś zapytał się mnie w pociągu o imię, natomiast gdy odpowiedziałam dziarsko: Alka, ktoś zrozumiał: Lilka. Jedenastka oznaczała wtedy mój wiek, jednak z roku na rok pozostawała niezmienna, toteż kolejne sieciowe znajomości przez długi czas myślały, że jestem utalentowaną jedenastolatką. 
Utalentowaną, że hej:


A że jestem bardzo wytrwała i cholernie uparta w tym, co robię – to moja mocna strona – dlatego redaguję sobie to opeczko do dziś.

[kliknij, aby powiększyć]

W 2009 zaczęłam też interesować się ocenialniami. Zgłosiłam się nawet z tym cudem do kilku i dostałam na Onecie ze dwie czwórki. (I trójkę od Forfeit na Niebieskim Piórem, czwórkę od Legilimencji na KKB i srogą pałę od Leleth na Mackalni – to wszystko już później, na Blogspocie). Tak więc w 2010 raźnie uznałam, że też chcę wystawiać ludziom noty za pisanie jak prawdziwa pani polonistka!


Pani polonistka, która nie odróżnia zaimka od podmiotu i sugeruje błędny zapis dialogu. 
Choć w sumie stylistycznie nie odbiegam od siebie dziś aż tak...


Wszystkie oceny, które napisałam dla Shibuyi na Onecie i Blogspocie, mam do tej pory na dysku; większość jest paskudna i o niskiej wartości merytorycznej, jest to jednak nie tylko pamiątka, ale dowód rozwoju (tak, tak, pocieszam się). Do każdej z tych ocen w jakimś stopniu się przygotowywałam i w niewielkim stopniu każda kolejna ocena była lepsza od poprzedniej. I tak aż do dziś.

Z tego miejsca bardzo przepraszam autorów wszystkich 58 ocen napisanych na potrzeby Shibuyi na Onecie i 36 ocen na Blogspocie, już jako Skoia. Naprawdę, ludzie, kajam się. To mogło was ładnie pokrzywić. xD
Wychodzi jednak na to, że – licząc WS – napisałam w życiu  ponad 160 ocen. 
160 ocen w 9 lat, z czego jedna-trzecia jest nieczytelna. Hip-hip hurra, yay!
Tym oto pozytywnym akcentem zakończyłabym już tę spowiedź. Więcej grzechów, tak, tak, i te sprawy.

Z okazji swoich urodzin na urlopie zdążyłam dokończyć też trzeci rozdział na moim najnowszym dzieciątku – Zakosztuj słowa – o którym pisałam tu notkę temu. Do tego bardzo mi miło, że mogłam opublikować ocenę bardzo dobrego tekstu na WS. Poza tym, o czym też jeszcze zamierzam tu szerzej napisać, moje wszystkie artykuły stworzone na rzecz kampanii o niepełnosprawności pojawiły się w publikacji wydanej. Z tej okazji napisałam utwór opublikowany tutaj: Nie, czyli tomik niewydany – do wglądu opublikowałam również okładkę.

Także coś tam-coś tam do przodu. Oby kolejną dekadę.
:)


2 komentarze:

  1. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego :)
    Śmieszne te początki ;) Ale po cichu się cieszę, że Internet dostałam dziesięć lat później... więcej rzeczy zostało tylko w notatnikach.
    I gratulacje!
    PS Skoro już znamy pochodzenie starego nicku, to wyjaśnij też obecny, bo jestem ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obecny to zlepek literek zlepionych na poczekaniu, by brzmiało fantastycznie i pasowało do sesji RPG. Sesja nie potrwała aż tak długo i nie była wcale najlepsza, a zlepek bardzo mi się spodobał, że wykorzystałam go w sieci.

      Potem, w kolejnej sesji, zrobiłam to samo – nie jestem raczej zbyt kreatywna. Sesja ta, stety-niestety, trwała z dobre dwa lata i nawet teraz trochę żałuję, że wykorzystałam ten nick, bo próbowałam już to nawet spisać jako pamiątkę dla paczki graczy, i naprawdę głupio się pisze o Skoi w trzeciej osobie.
      Tym bardziej gdy jest to nielotna Mary Sue ze skrzydłami. (:

      Usuń

Copyright © 2016 Nasyć ego dobrą karmą , Blogger