Moim ratunkiem były do niedawna całkiem urocze powroty do kontentów, które interesowały mnie, gdy jeszcze nawet nie znałam słowa content. Bardzo długo takim uroczym odmładzaniem się było pisanie farfocli o Tomb Raider, jednak po tym, jak skończyłam [Konfesję], na moment muszę od nich odsapnąć. A co to ma do rzeczy i tego taniego wstępu o dorosłości, która ssie?
W marcu nareszcie udało mi się znaleźć czas, by obejrzeć pełnometrażową [ekranizację Bleacha]. Chociaż spodziewałam się naprawdę średniej produkcji [bo kto widział Death Note'a od Netfliksa, ten się w cyrku nie śmieje], to jednak miło się zaskoczyłam. Jeżeli jakiś fan Wybielacza jeszcze nie widział filmu, bo zawczasu podchodzi do niego z rezerwą, to czas nadrobić zaległość; jeżeli ktoś nie zna mangi czy animacji, to zdecydowanie polecam zacząć przygodę z Bleachem właśnie od filmu. Z drugiej strony jeśli ktoś w ogóle nie jest fanem m&a, to może być zażenowany japońskim stylem ekranizacji i raczej średnią grą aktorską charakterystyczną dla aktorów japońskich.
Gdy tak sobie obejrzałam i pozytywnie oceniłam film, od razu przyszło mi na myśl, że przedłużę sobie ten powrót do przeszłości i raz jeszcze, po dwunastu latach, obejrzę animację. Całą, czyli aż [366 odcinków]. Nie postanowiłam tego z premedytacją ani nie podeszłam do tego emocjonalnie, ot, ruszyłam od odcinka, na którym kończy się fabuła filmu [odc. 17]. Pierwsza reakcja? Co za okropieństwo! Kreska? Paskudztwo! Albo z wiekiem zezgredziałam, albo dojrzałam, a moje wymagania wzrosły po obejrzeniu całej serii Fate/stay night. No cóż, wzdychając, nie przerwałam i po kolejnych odcinkach przywykłam, a po następnych kreska jakby poprawiła się sama, co akurat jest typowe dla tasiemców. Do czego zmierzam? Byłam średnio przekonana, oglądałam, bo jakoś tak wyszło, żadnych głębszych przemyśleń, YOLO. Zwyczajnie zapomniałam o tym, że piętnaście lat temu do Bleacha przywiązałam wagę wręcz ogromną, o czym przypomniałam sobie dopiero przy odcinku 113. Odcinku, w którym pierwszy raz na ekranie pojawił się Ulquiorra.
Jest to postać tak okropnie wielowymiarowa, że aż mi się wstyd zrobiło, kiedy uświadomiłam sobie, że dawniej w ogóle nie zwróciłam na to uwagi. Uwielbiałam Ulquiorrę za to, że był Pierwszym Emo Wybielacza i ważył ledwo pięćdziesiąt kilo. Jak to okropnie płytka ocena bohatera i sytuacji, z którą mierzył się przez tyle odcinków!
W marcu zaczęłam dokładniej analizować pobudki jego działań. Był po prostu bezgranicznie oddany Aizenowi czy egoistyczny, chcąc za wszelką cenę poznać znaczenie serca? To Aizen kazał mu przesunąć granicę w Ichigo czy Ulquiorra sam chciał go sprawdzić? Był tylko czwarty, bo unoszenia się dumą nie uważał za słuszne czy potrzebne? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi na ekranie! Tyle możliwości stworzenia wielu scenariuszy i wypełnienia tej pustki w charakterze bohatera! Autor mangi, Tite Kubo, sam kiedyś przyznał, że Ulquiorra to jedna z jego ulubionych postaci, właśnie z powodu enigmatyczności i szczątkowych danych na jego temat, i z powodu nieprzegadania go na papierze i ekranie, i tak naprawdę dzięki niewielu scenom z jego udziałem. Zanim spostrzegłam, zaczęłam oglądać dalsze odcinki tylko po to, aby przypomnieć sobie informacje na temat Ulquiorry, zwrócić uwagę na dane, których zwyczajnie nikt nigdy nie podał, samodzielnie przeprowadzając ostry reaserch i tworząc w głowie alternatywne rozwiązania, których nie oddaje fabuła. Wszystko po to, aby napisać porządnego ficzka o Ulquiorze.
Czy to nie szalone? Albo głupie?
Albo okrutnie szczeniackie?
W marcu zaczęłam dokładniej analizować pobudki jego działań. Był po prostu bezgranicznie oddany Aizenowi czy egoistyczny, chcąc za wszelką cenę poznać znaczenie serca? To Aizen kazał mu przesunąć granicę w Ichigo czy Ulquiorra sam chciał go sprawdzić? Był tylko czwarty, bo unoszenia się dumą nie uważał za słuszne czy potrzebne? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi na ekranie! Tyle możliwości stworzenia wielu scenariuszy i wypełnienia tej pustki w charakterze bohatera! Autor mangi, Tite Kubo, sam kiedyś przyznał, że Ulquiorra to jedna z jego ulubionych postaci, właśnie z powodu enigmatyczności i szczątkowych danych na jego temat, i z powodu nieprzegadania go na papierze i ekranie, i tak naprawdę dzięki niewielu scenom z jego udziałem. Zanim spostrzegłam, zaczęłam oglądać dalsze odcinki tylko po to, aby przypomnieć sobie informacje na temat Ulquiorry, zwrócić uwagę na dane, których zwyczajnie nikt nigdy nie podał, samodzielnie przeprowadzając ostry reaserch i tworząc w głowie alternatywne rozwiązania, których nie oddaje fabuła. Wszystko po to, aby napisać porządnego ficzka o Ulquiorze.
Czy to nie szalone? Albo głupie?
Albo okrutnie szczeniackie?
Pal licho, nic nie planuj, klik: -> stwórz bloga; w przeglądarce: -> wioska-szablonow.blogspot.com, dawaj, piszemy prolog.
Napisałam „o blogu”, zanim ogarnęłam blog.
Napisałam blurb, zanim napisałam rozdział pierwszy.
Napisałam prolog, zanim wymyśliłam, które postaci dostaną narracyjne prawo do głosu.
W pierwszym rozdziale uznałam, że a kij z narracją, poleci się starym dobrym wszystkowiedzącym, bo i tak nie wiem, gdzie skończę i co się stanie po drodze. Ach, słodka pisata wolność! Jak ja jej dawno nie czułam! Kto, co, gdzie i kiedy? Nie mam pojęcia.
Napisałam prolog, zanim wymyśliłam, które postaci dostaną narracyjne prawo do głosu.
W pierwszym rozdziale uznałam, że a kij z narracją, poleci się starym dobrym wszystkowiedzącym, bo i tak nie wiem, gdzie skończę i co się stanie po drodze. Ach, słodka pisata wolność! Jak ja jej dawno nie czułam! Kto, co, gdzie i kiedy? Nie mam pojęcia.
Rozesłałam linka jedynie po znajomych. Kontent ómarł dekadę temu, Sko, kto to będzie czytał, daj spokój. Ale... nawet przez moment nie pomyślałam, by ktoś to miał czytać poza mną. W sensie no pewnie, zrobiłoby mi się nawet miło, ale nie wpadło mi do głowy, by to reklamować i prosić o komcie, komć za komć, Welcome to Onet. Ja po prostu chcę to mieć napisane i móc to przeczytać, i połechtać swoje ego zakończoną produkcją, która na ocenialni dostanie minimum cztery. Czy coś w tym złego?
Tite Kubo zapytany o to, czy lubi własne rysunki, odpowiedział: I draw manga because I want to draw the way I wish, that being the case, if I didn’t like my own art, I wouldn’t be drawing in the first place. I ja, tak jak on, lubię własne prace i swój styl, i swoją pewnie toporną lekkość, i lekkość, z jaką przychodzi mi pisanie.
W ogóle genialne jest to, że Tite całą mangę wymyślał na bieżąco, a naprawdę niewielka część fabularna podchodzi pod imperatyw. Jednak w tak rozległym uniwersum łatwo o potknięcia logiczne i nieścisłości fabularne, więc celowo ustawiłam sobie poprzeczkę – dwanaście notek. Zmieszczę się i tyle. Ani słowa więcej.
To jedyny plan, który mam.
W ogóle genialne jest to, że Tite całą mangę wymyślał na bieżąco, a naprawdę niewielka część fabularna podchodzi pod imperatyw. Jednak w tak rozległym uniwersum łatwo o potknięcia logiczne i nieścisłości fabularne, więc celowo ustawiłam sobie poprzeczkę – dwanaście notek. Zmieszczę się i tyle. Ani słowa więcej.
To jedyny plan, który mam.
Wprawdzie cichutki głosik z tyłu głowy wciąż szepcze, że to zły pomysł. No bo jak to tak bez planu – to raz; Andrzej, to jebnie, passat na lawecie. Dwa, bo kolejna rzecz – ot, wieczorne, relaksacyjne oglądanie anime – powiązała mi się w życiu z pisaniem. Piszę za dużo i za często, i za dużo o tym myślę, a tu jeszcze blożek, no proszę, może lepiej nie...
[źródełko]
Jednak miłość do ciebie, Ulqi-kun, i do ciebie, pisata wolności, jest zbyt silna.
I chyba straszne, że silniejsza niż dwanaście lat temu.
Ale kto dorosłemu zabroni?







W ogóle genialne jest to, że Tite całą mangę wymyślał na bieżąco, a naprawdę niewielka część fabularna podchodzi pod imperatyw. – Genialne? Gdyby nie wyszło, toć to by czyste twórcze samobójstwo było. :P
OdpowiedzUsuńTo po prostu miłego pisania! Podoba mi się kawałek z "Gender dla średnio zaawansowanych" Iwasiów, który przez Twój post mi się przypomniał: "Przyjemność pisania nie ma strażników i nie jest stanem raz na zawsze zdefiniowanym". Jak chcesz jakieś usprawiedliwienie dla samej siebie, to trzymaj się tego, że uprawiasz otium, intelektualny wypoczynek, zupełnie jak starożytni :D
OdpowiedzUsuń