Jako że jestem konserwą i poruszam się głównie po Blogspocie, raczej unikając Ottpada, ominęło mnie otwarcie nowej ocenkowni. Znalazłam ją wczoraj na blogu, nie wiedząc jeszcze, że ekipa wrzuca swoją twórczość również na Watta. Gdy napisałam sążnisty komentarz,
Odgrzebię więc go sobie u siebie, wrzucając nieopublikowany przez adminów komentarz (z uzupełnieniem) do treści tej – tfu! – ocenki.
Adres: Twoja odskocznia
Ocenkowała: Klarysa Ratmajer
Droga załogo Twojej-Odskoczni – ale tak z ręką na sercu – czy ktoś to tam u was czytał przed
publikacją i dlaczego w ogóle zgodził się na wrzutkę tego materiału? Bo mnie już po pierwszych akapitach czoło boli od facepalmów.
o, Skelitę też boli
Zacznijmy od tego, że cała ocena jest
okropnie krótka (to znaczy – dość sporawa jak na standardy onetowe, ale wycinając z niej to, co jest bezsensownym bełkotem dotyczącym spraw niezwiązanych z autorskim opowiadaniem, nagle sensowna ilość wygląda jak stary dobry świstek z pralni). Nie uprzedzajmy jednak faktów.
Zastanówmy się najpierw, po co w ogóle są ocenki? W jakim celu powstały takie miejsca jak Mackalnia, WS czy Konstruktywna Krytyka Blogów? Dlaczego ktoś obdarza zaufaniem oceniającego i oddaje w jego ręce swój tekst? Śmiem wysunąć jakże odważny wniosek, że autor chce dostać konkretny feedback na temat swojej twórczości. Chce poznać w miarę możliwości obiektywne o niej wnioski poparte jakimś doświadczeniem wynikającym z obycia literackiego. Wprost – ktoś chce się dowiedzieć, co robi dobrze, a co średnio, a jeżeli średnio, to jak zrobić, by w przyszłości było jednak lepiej. To właśnie dlatego autorzy zgłaszają się do oceny, ewentualnie jeszcze po to, by mieć pewność, że ktoś w ogóle przeczytał ich pracę. Ocena to nic innego jak rozbudowany komentarz treści.
Jedno jest pewne.
Autorzy nie zgłaszają się po ocenę, by przeczytać w niej o tym, co oceniająca wyczynia ze swoim życiem. Nikt nie prosi o ocenkę, by przeczytać w niej, że: twój bohater ma fajne imię, więc go lubię, nazwałabym tak syna/kota/psa/rybkę sąsiada.
Jedno jest pewne.
Autorzy nie zgłaszają się po ocenę, by przeczytać w niej o tym, co oceniająca wyczynia ze swoim życiem. Nikt nie prosi o ocenkę, by przeczytać w niej, że: twój bohater ma fajne imię, więc go lubię, nazwałabym tak syna/kota/psa/rybkę sąsiada.
O czym jeszcze nie chciałby przeczytać w ocenie żaden szanujący swój czas i swoją twórczość autor? A na przykład o tym, że oceniająca nie lubi angielskiego, lecz zna, bo
bywała w Anglii. Że
ogląda Netfliksa i męczą ją związki mieszane kulturowo i tematy orientacji seksualnej. Że
farbuje włosy. I jeszcze wiele innych takich że.
W ocenie, o której chcę pomówić, tych że jest tyle, że ho-ho.
O te wszystkie że za dużo.
Z uwagi na fakt, iż znów zaczynam uprzedzać fakty, może przejdźmy już do sedna sprawy, czyli do komentarza, który napisałam pod opublikowaną oceną (btw., moderacja komci na portalach takich jak ocenialnie jest bardzo, ale to bardzo słaba i nie powinna mieć racji bytu).
Trzeba przyznać, że zabawa zaczyna się dość niewinnie:
Kiedy przeczytałam zgłoszenie, to pierwsza myśl, która do mnie przyszła, krzyczała: „Nie lubię złota!”. Przypomniałam sobie, że z pierwszym narzeczonym pokłóciliśmy się u jubilera, podczas wybierania obrączek. (...) Drugą myślą było: „Kim jest, do cholery, Kinabalu?!”. Zastanawiałam się[,] czy to oryginalne imię, czy może nazwisko. – ...
A może by jakiś research...? Chętnie pomogę – [KLIK].
Z uwagi na fakt, iż znów zaczynam uprzedzać fakty, może przejdźmy już do sedna sprawy, czyli do komentarza, który napisałam pod opublikowaną oceną (btw., moderacja komci na portalach takich jak ocenialnie jest bardzo, ale to bardzo słaba i nie powinna mieć racji bytu).
Trzeba przyznać, że zabawa zaczyna się dość niewinnie:
Kiedy przeczytałam zgłoszenie, to pierwsza myśl, która do mnie przyszła, krzyczała: „Nie lubię złota!”. Przypomniałam sobie, że z pierwszym narzeczonym pokłóciliśmy się u jubilera, podczas wybierania obrączek. (...) Drugą myślą było: „Kim jest, do cholery, Kinabalu?!”. Zastanawiałam się[,] czy to oryginalne imię, czy może nazwisko. – ...
A może by jakiś research...? Chętnie pomogę – [KLIK].
Okładka (...) po prostu jest. Widnieje
na niej tytuł i autor. – No nie może być!
Opis (...) krótki, zwięzły,
tajemniczy i podratowany cytatem. Jeśli mam być szczera, to mnie czegoś w nim
zabrakło. – Nie ma to jak konkrety. Ot, typowy wstęp – trochę onetowy, trochę wyrwany właśnie z takiego czy innego Recenzowiska. Mogło być gorzej.
[Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że jest].
Dochodzę powoli do
wniosku, że niemal w każdej produkcji Netflixa pojawiają się związki mieszane i
homoseksualizm, ewentualnie jakiś czarnuch (nie, nie obrażam, i mnie spokojnie
można nazwać białasem). – O, to tutaj mnie ścięło z nóg po raz pierwszy, i to bardzo. KWA, CO?
Po pierwsze, co to ma do
ocenianego tekstu? Serio – co sobie może z tym zdaniem zrobić autorka?
Po drugie, skoro oceniająca pozwala,
by ją obrażano, bo się nie gniewa, to z góry zakłada, że wszyscy inni
również nie mają prawa poczuć się urażeni, gdy się ich jawnie obraża...? To chyba tak nie działa.
#deneve_dawaj_kaktusa
[Dawno w sumie nie pojawił się materiał tak godny Kaktusa czy wpisu na Inkwizytorni. Myślę, że sytuacja pod oceną Legendy... Nearyh na WS nie była fragmentami tak zwyczajnie głupia jak pierwsza ocenka na Twojej-Odskoczni. A przecież liczy się pierwsze wrażenie, c'nie?]
Po pierwszej randce
można z kimś iść do łóżka, a nawet na imprezę swingerską, ale raczej nie
wyjechać do całkiem obcego kraju. – Ale niby dlaczego? Ot, fabuła i bohaterowie, ich decyzje. Czy taki wyjazd to imperatyw narracyjny, bo nie pasuje do kręgosłupa moralnego bohaterki, czy po prostu nie pasuje pojedynczej oceniającej?
Zwykle gdy oceniający ma zastrzeżenia co do któregoś elementu fabuły, problem opisuje nieco szerzej, by autor mógł na podstawie tego opisu uznać, czy dany element trzeba faktycznie poprawić. A może wystarczy lepiej umotywować bohatera, gdzieś wcześniej podkreślić jakąś cechę, dodać kilka scen i tak dalej? Rozwiązań jest mnóstwo, ale by do nich dojść, oceniający powinien pomóc. A przynajmniej się postarać. Tymczasem w przytaczanej ocenie zdanie wygląda jak wyrwane wprost ze światopoglądu Klarysy: o, bo tak myślę, to tak ma być. Głupi wątek, ot co! I nic więcej.
Zwykle gdy oceniający ma zastrzeżenia co do któregoś elementu fabuły, problem opisuje nieco szerzej, by autor mógł na podstawie tego opisu uznać, czy dany element trzeba faktycznie poprawić. A może wystarczy lepiej umotywować bohatera, gdzieś wcześniej podkreślić jakąś cechę, dodać kilka scen i tak dalej? Rozwiązań jest mnóstwo, ale by do nich dojść, oceniający powinien pomóc. A przynajmniej się postarać. Tymczasem w przytaczanej ocenie zdanie wygląda jak wyrwane wprost ze światopoglądu Klarysy: o, bo tak myślę, to tak ma być. Głupi wątek, ot co! I nic więcej.
Pierwszym[,] co rzuca mi
się w oczy[,] jest złoty żyrandol, który niemal od razu przywodzi na myśl
kościoły. Te wszystkie katedry i bazyliki. Nie lubię złota, a jego wszechobecność
w kościołach mnie mocno zniesmacza. – Tak, to już wiemy. Ocenkująca nie lubi złota, nihil novi. Naprawdę...
jaki sens ma pisanie czegoś takiego w ocence? Co to ma niby wnieść do rozwoju
twórczości wodnej_lilii?
Dalej są... Oświadczyny [małą literą]?
Autorko, poważnie? Chyba się od tego tematu nie uwolnię do końca życia. Ojciec
mojego syna oświadczał mi się trzy razy. Czwarty jest zapewne w
drodze. – Ocenkująco, poważnie? Kogo to w ogóle
obchodzi?
Takich kwiatków jest zdecydowanie więcej. Część ominę; wytrwałym polecam ocenkę dla szerszego lolkontentu. O, proszę:
Takich kwiatków jest zdecydowanie więcej. Część ominę; wytrwałym polecam ocenkę dla szerszego lolkontentu. O, proszę:
No chyba, [przecinek zbędny] że brąz jej włosów jest równie nieciekawy co mój. Jeśli tak, to nie, podziękuję, zostanę przy swoim i nadal będę się farbować. Taki żart (...).
(...) w kontekście tego
zdania "nie grzeszy urodą". – A przy okazji – oceniająca, która w ocenie ruga autorkę za obcojęzyczne wstawki, sama nie używa polskiego cudzysłowu.
Jasne, może to i nic wielkiego, ale uwaga aż sama ciśnie się na usta, kiedy angielskie wstawki to tak naprawdę jedyna sensowna uwaga odnośnie do treści w ocenie. Nic więcej jej nie dotyczy, można mi wierzyć na słowo albo sprawdzić dalsze cytaty:
Pierwszy rozdział w
pewnym momencie mówi o sprzątaniu i gotowaniu... brr, aż mnie otrzęsło.
Nienawidzę. (...) Ja mam problem z posprzątaniem jednego pokoju. – Na tym etapie oceny wciąż dziwi mnie, gdzie w tym momencie była reszta załogi. Poprawiała powtórzenia Dariuszowi czy ściany suchej jak wiór ekspozycji u TakiejMiłości?
„Złoto Kinabalu” zaczyna
mnie dołować z każdym kolejnym zdaniem. Pozytywnie. Nie jest źle napisane.
Wręcz przeciwnie. Po prostu ja też chcę Chanel i Diora! – A może by
tak jakieś kilka cytatów dla potwierdzenia tezy?
BTW., teraz do innych czytelników niezwiązanych z tematem bądź związanych z nim mniej lub więcej – czytając ocenki, większość uwag potraficie przyporządkować, potwierdzić, skomentować, wywnioskować właśnie z cytatów, prawda? No właśnie. A w komentowanej tu ocenie takowych zwyczajnie... nie ma. Skąd więc ktokolwiek (łącznie z samą autorką) ma wiedzieć, czy oceniająca ma rację, a wodna_lilia naprawdę popełniła gdzieś gafę lub – wręcz przeciwnie – mega fajnie pisze, skoro w żaden sposób nikt nie promuje jej twórczości jakimiś ciekawszymi fragmentami? Na jakiej zasadzie opko się chwali lub neguje? Jest dobrze napisane, bo jest, bo dołuje, więc fajnie, że jest, ja też lubię drogie perfumy... I tyle.
BTW., teraz do innych czytelników niezwiązanych z tematem bądź związanych z nim mniej lub więcej – czytając ocenki, większość uwag potraficie przyporządkować, potwierdzić, skomentować, wywnioskować właśnie z cytatów, prawda? No właśnie. A w komentowanej tu ocenie takowych zwyczajnie... nie ma. Skąd więc ktokolwiek (łącznie z samą autorką) ma wiedzieć, czy oceniająca ma rację, a wodna_lilia naprawdę popełniła gdzieś gafę lub – wręcz przeciwnie – mega fajnie pisze, skoro w żaden sposób nikt nie promuje jej twórczości jakimiś ciekawszymi fragmentami? Na jakiej zasadzie opko się chwali lub neguje? Jest dobrze napisane, bo jest, bo dołuje, więc fajnie, że jest, ja też lubię drogie perfumy... I tyle.
Dostrzegłam: „choć słowo „bieda” w jego przypadku brzmiało bądź co bądź śmiesznie”. W tym przypadku „bądź co bądź” to wtrącenie i wymaga oddzielenia przecinkami z obydwóch stron. – Pomijam niepoprawny sposób cytowania w cytacie, ale nie mogę przejść obojętnie obok tego, że jedyna konkretna porada dotycząca interpunkcji jest... zbędna, bo PWN wyraźnie określa, że fraza bądź co bądź, owszem, może być traktowana jako wtrącenie, ale wcale nie musi.
Kolejny akapit i
uśmiecham się, a nawet śmieję w głos, bo z facetem, z którym mam syna, też
dobraliśmy się jedynie pod względem kubków smakowych i upodobań
seksualnych. – Aż trudno uwierzyć, że ktoś mógł napisać tak NIEPRZYDATNĄ
ocenę. Dawno nie widziałam takiego zaawansowanego attentionwhoryzmu:
Kto w realnym świecie
myje ręce przed jedzeniem, gdy nie ma ich ubrudzonych na przykład od węgla,
smaru, błota? Chyba tylko arystokraci – do takiego wniosku dochodzę na
podstawię obserwacji. W swoim życiu znałam jednego mężczyznę, który tak
czynił.
Bo aż akapit ocenki temu.
Większość pracy to tylko paplanina o samej sobie. Ja, ja, ja. Klaryso! Oceniający uprawia działalność doradczą, nie jest felietonistą.
Bo aż akapit ocenki temu.
Większość pracy to tylko paplanina o samej sobie. Ja, ja, ja. Klaryso! Oceniający uprawia działalność doradczą, nie jest felietonistą.
Swoją drogą, związki,
gdzie partnerów dzieli przepaść, choćby taka materialna, są niezwykle ciekawe.
Gdzieś jednak spotkałam się z powiedzeniem, że przyjaźń istnieje tylko między
ludźmi o jednakowych, bądź zbliżonych, dochodach. – Niebywałe. A to powinno nas obchodzić, bo...?
Kontynuacja cytatu:
Kontynuacja cytatu:
Zaś bohater jednego z opowiadań, które czytałam, wspominał bardzo często, że miłość trwa krótko, najdłużej trzy lata, ale świat nie znosi pustki, dlatego w miejsce miłości zawsze wciska albo przyjaźń, albo nienawiść.
Z moich wniosków wynika,
że na przyjaźń Will i Céline mają marne, prawie żadne szanse. – Czy
ty, oceniająco, sobie zdajesz sprawę z tego, że właśnie w całym tym fragmencie napisałaś, że na podstawie jakiegoś
tam kiedyś przeczytanego opowiadania i z jakiegoś zasłyszanego powiedzenia wnioskujesz
o losach bohaterów ocenianego materiału? To brzmi co najmniej tak, jakbyś
napisała: mam w dupce twoje opko, dlatego wyciągnę wnioski skądinąd,
ale nie gniewaj się, buziaczki! :*
W tym momencie
przerwałam czytanie, bo sen mnie naszedł – ale wiesz, że nie musisz o
tym pisać, bo w publikacji ciągłej i tak nie będzie widać twoich przerw...?
Dzień później, zaraz po
powrocie ze specyficznego Sylwestra [małą literą – klik], przysiadłam do laptopa, by poczytać dalej
„Kinabalu” i przy okazji też dokończyć ocenę. – Szczerze żałuję,
że ta ocena została jednak skończona. I opublikowana. Bo prawda jest taka, że jedyne, do czego się ona nadaje,
to by się nią podetrzeć (przepraszam za mocne słowa, no ale... widzicie to, nie zmyślam i nie przesadzam). Zero jakiejkolwiek merytoryki, wniosków i w końcu porad, co by mogło pójść lepiej i jak do tego dążyć, poza tym, by nie wstawiać angielskich słówek do polskiego tekstu. Toż to rada rodem z Onetu ocenialni 2006-2010. Klarysa natomiast pisze tak, jakby nagle przebudziła się z zimowego snu i dopiero co odkryła ten ocenkowy półświatek. Witamy w 2019!
Wspólne śniadania i
stałość poranków kojarzą mi się z typową Grażyną, co ma męża Zbyszka. – Okej, chwila, ale teraz poważnie. Przecież wszyscy wiedzą, że Grażyna to żona Janusza.
Jeśli ktoś ciągle to
czyta, to niech wie, że właśnie popadam w depresję, bo autorka zabrała
bohaterkę na ekskluzywne zakupy. – Tak się składa, że tę ocenkę przeczytałam ja, ale jednak tego żałuję,
dlatego już kończę.
Mam tylko jedną radę – weźcie, admini Twojej-Odskoczni, zdejmijcie ją, zapiszcie w szablonowych, przeredagujcie, dodajcie trochę wniosków, porad, wywalcie ten wołający o pomstę attentionwhoryzm Klarysy i dopiero wrzućcie całość na bloga. Wtedy może tylko niewielki odsetek waszych czytelników zdąży dostrzeć tę bzdurę, reszta będzie żyć w błogiej nieświadomości.
Mam tylko jedną radę – weźcie, admini Twojej-Odskoczni, zdejmijcie ją, zapiszcie w szablonowych, przeredagujcie, dodajcie trochę wniosków, porad, wywalcie ten wołający o pomstę attentionwhoryzm Klarysy i dopiero wrzućcie całość na bloga. Wtedy może tylko niewielki odsetek waszych czytelników zdąży dostrzeć tę bzdurę, reszta będzie żyć w błogiej nieświadomości.
Czytam, czytam, czytam
i... i właściwie nagle sobie przypomniałam, że powinnam była komentować
przeczytany tekst, najlepiej po akapicie, ale treść mnie pochłonęła – ano tak oceniającą ta treść pochłonęła, że stale tylko nawiązuje do swojego życia, a nie do tekstu właściwego.
Seems legit.
I jeszcze pod sam koniec pracy przypomniała sobie, by – o zgrozo – materiał autorki jednak komentować, na dodatek po akapicie. Ale przecież nikt nie kazał jej publikować pracy w takim stanie – mogła coś dopisać, edytować, przeredagować, gdy skończyła już czytać... Ale po co? No po co dawać autorce wartościową ocenę? Bo się zgłosiła? Pfff!
I jeszcze pod sam koniec pracy przypomniała sobie, by – o zgrozo – materiał autorki jednak komentować, na dodatek po akapicie. Ale przecież nikt nie kazał jej publikować pracy w takim stanie – mogła coś dopisać, edytować, przeredagować, gdy skończyła już czytać... Ale po co? No po co dawać autorce wartościową ocenę? Bo się zgłosiła? Pfff!
Chłopaki nie płaczą, 2000
Było kilka błędów i nie
mówię tu tylko o dialogach. Te w dialogach są jakby mniej ważne, bo często ich
nawet nie zauważałam. – Ocena tekstów literackich? Robisz to źle.
Polecam i uprzedzam,
Czytelniku, że możesz mieć inne zdanie o bohaterach. – Dzięki za
pozwolenie, Klar. Bo przecież to, co napisałaś, nie jest ani trochę typowe dla każdego odbiorcy – różny odbiór według własnych odczuć wynikających z różnych doświadczeń i tak dalej... Nie? Trochę logiczne.
Wiecie wszyscy, co jest jednak najgorsze?
Że sam blog nie zapowiada takiego raka. Po Recenzowisku na początku od razu było widać, że trafiło się na bloga-prowokację – błędy na podstronach, brak estetyki i tak dalej. Tu natomiast wszystko wygląda całkiem obiecująco i sensownie. Można przeczytać nawet o tym, o czym sama napisałam powyżej – czego oczekuje oceniany autor:
Wiecie wszyscy, co jest jednak najgorsze?
Że sam blog nie zapowiada takiego raka. Po Recenzowisku na początku od razu było widać, że trafiło się na bloga-prowokację – błędy na podstronach, brak estetyki i tak dalej. Tu natomiast wszystko wygląda całkiem obiecująco i sensownie. Można przeczytać nawet o tym, o czym sama napisałam powyżej – czego oczekuje oceniany autor:
Autor często chce się dowiedzieć[,] co inni myślą o jego opowiadaniu. Zadaje sobie pytania: Gdzie popełnia błędy i jak liczne one są? (...) Autorzy Wattpada i Bloggera, wszyscy, bez wyjątku, łakną komentarzy, pochlebstw, konstruktywnej krytyki. A my możemy im to dać.
Pewnie, że możecie. Każdy może, nie ma jednej świętej prawdy objawionej o ocenkowaniu. Często liczy się po prostu bycie fair wobec autora i zwykła dyskusja o jego materiale, nie trzeba do tego papierków, wystarczy trochę głowy i serducha. A jednak nawet to proste założenie [w którym pomija się znajomość tak podstawowej zasady jak budowa dialogu], nie dla wszystkich jest aż tak... proste. Klarysa w najmniejszym stopniu nie spełniła wyznaczonych na podstronie Twojej-Odskoczni założeń, a więc brzydko wszystkich okłamała. Przez całą ocenkę miałam wrażenie, że wprawdzie odskoczyłam na chwilę od swojego życia do... czyjegoś innego, ale nie byli to wcale bohaterowie opowiadania, a sama Klarysa, której nikt o wywody o sobie nawet nie prosił. To, co oddała w ręce autorki ocenianego tekstu i innym czytelnikom, to tylko kolejny popis ze swojego życia osobistego – praktycznie nic więcej. I to odpłatnie, bo strona zarabia, a odnośnik do oceny to tak naprawdę chamski link do adf.ly. Jak dla mnie na razie wygląda to na bardzo słaby sposób żerowania na naiwnych, którzy liczą na wartościową, wartą zachodu ocenkę. A dostają... no cóż. Cytaty mówią za siebie.
PS Teraz możemy z Klarysą pogadać o pedałach obnoszących się ze swoją orientacją na paradach równości i czarnuchach ginących w filmach jako pierwsi. Na pewno nikogo to nie urazi, bo przecież Klarysa tak mówi, to tak musi być.
UPDATE 29.04.2019 – Zauważyłam, że ocenka na blogu zniknęła, jak i chyba cały projekt ocenialni, bo zniknęły też wszystkie zakładki odnośnie do ocen. No cóż.
¯\_(ツ)_/¯
A kto ómarł, ten nie rzyje.





Ojej, to przecież nawet koło oceny nie stało. Przypomina raczej zadanie z polskiego w 5 klasie podstawówki, żeby napisać wpis z pamiętnika o swojej ulubionej książce.
OdpowiedzUsuń(Psst, na twojej podstronie na WS zostawiłam małe pytanie)
Psst, odpisałam. :D
Usuń♥
„Dawno w sumie nie pojawił się materiał tak godny Kaktusa czy wpisu na Inkwizytorni” — powiem szczerze: było jakoś tak, że mieliśmy tę ocenkę obśmiać, ale nam się odechciało po wrzuceniu kilku jej fragmentów na fanpage'a. ¯\_(ツ)_/¯
OdpowiedzUsuńWzięłam sprawy w swoje ręce, lękając się, że ktoś mnie o plagiat Kaktusa osądzi, ale się obeszło... Także ciiii... ^^
UsuńRasizm i homofobia na ocenialni znanego przemocowca, który swego czasu pisał poradnik znęcania się nad rodziną. Ciągnie swój do swego.
OdpowiedzUsuńMojego komcia pod najnowszym postem z tłumaczeniem się nie zaakceptowali. Chyba muszę założyć bloga i też zrobić długi wpis, bo inaczej komć nigdy nie ujrzy światła dziennego. xD
OdpowiedzUsuńZawsze pozostaje nam Ottpad. ;)
UsuńxD
Spokojnie, na Wattpadzie usuwają nieprzychylne komentarze. : )
UsuńCzy to nie była kiedyś swoista moda - jakieś dziesięć lat temu - by w ocenę ładować całą masę (niekiedy pretensjonalnej) pseudoprywaty i/lub tworzyć taką narrację doocenową? Taką w stylu "obrałam ziemniaki, palce bolą i krwawią przy stukaniu w klawiaturę, ale wiem, że oskarżona czeka na ocenę, więc załóż kostium, złóż ofiarę, pogłaszcz fretkę i zasiądź na krześle, ale uważaj, na tym są ziemniaki, tamto się rozwala, a to pod oknem obsikał kot. O, na podłodze, dobry wybór. Tylko nie przydepcz mi smoka". Sporadycznie jeszcze gdzieś to widywałam, choć w ostatnich latach, mam wrażenie, ocenialnie poszły raczej w kierunku wyrazistego "hej, oceniam tu, darujmy sobie pseudonarracje".
OdpowiedzUsuńCzasem te pseudonarracje były całkiem ciekawe, zabawne albo zwyczajnie sympatyczne. A czasem wręcz przeciwnie.
Natomiast to, co zacytowałaś, rzeczywiście nawet nie leżało obok oceny. Właściwie chyba nie leżało obok czegokolwiek.
Urzekła mnie ta "ocena". I nie zgodzę się z Aris co do zadania z 5 klasy podstawówki - piątoklasiści, z którymi miałam do czynienia, potrafili napisać znacznie sensowniejsze i mające ręce i nogi wyjaśnienie, czemu książka im się podobała albo nie podobała. Ta ocena nie dorasta 5 klasie podstawówki do pięt.
Ach, była taka moda, przyznaję, sama za coś takiego na pierwszych ocenkach WS dostałam Kaktusa. Ale w moim przypadku to był tylko tani wstęp w stylu zapalam papierosa, odpalam komputer, bloga i zabieram się do oceny. Po wyglądzie czuję, że będzie to czarny koń mojej kolejki... xDD natomiast żeby ciągnąć takie pierdolety przez całą ocenę, nie napisawszy żadnego sensownego zdania odnośnie do fabuły ocenianego tekstu? Dla mnie to jest brak szacunku do autora, bo ewidentnie widać, gdzie go ma oceniająca i jednocześnie jak bardzo absorbuje ją tylko czubek jej własnego nosa.
UsuńSmutne, ale prawdziwe.