października 15, 2019

011. MY, AMBASADORZY NADZIEI


Dokładnie rok temu, w październiku, jako redaktorka miesięcznika kędzierzyńsko-kozielskiego oraz aktywistka społeczna zostałam zaproszona do współpracy w poprowadzeniu kampanii społecznej dotyczącej tematu niepełnosprawności i dysfunkcjonalności, wykluczenia społecznego. Pomysłodawczyniami kampanii były bliskie mi nauczycielki Zespołu Szkół nr 3 w Kędzierzynie-Koźlu, do którego również miałam szczęście uczęszczać – o zgrozo – prawie dekadę temu. 
Cóż było robić? Oczywiście, że się zgodziłam! 
[*] RIP mój czas wolny, lecz BYŁO WARTO! 

W ramach kampanii do moich zadań należało przeprowadzenie obszernych wywiadów z wszystkimi bohaterami – jak ja to ich pozwoliłam sobie (trochę pompatycznie, wiem!) nazywać – Ambasadorami Nadziei. Do tego dochodziła publikacja artykułów w miesięczniku, udział oraz pomoc w sesjach zdjęciowych oraz redakcja artykułów do wydania w formie papierowej i załatwianie kwestii formalnych w ramach publikacji i wydruku. Spodziewałam się, że dam radę i napiszę dobre, rzetelne teksty, przeprowadzę interesujące, choć trudne wywiady, i w końcu od kuchni dowiem się, jak wydać książkę. Że poznam ciekawych, biednych ludzi z bagażem doświadczeń i... No właśnie. Biednych, trudnych, ciężko... Hola, Sko! Co się tak pieklisz! 

Na pewno nie spodziewałam się po kampanii:

Nowych przyjaźni.
Nauki luzu.
Ogromu wiedzy – chociażby o tym, że rękawiczka dla osoby na wózku to trochę taka podeszwa buta i niekoniecznie trzeba ją ściskać na dzień dobry. Warto poczekać, aż się ją zdejmie.

Nie spodziewałam się również tego, jak bardzo rozeprze mnie duma z... samej siebie. Oczywiście, również ze wszystkich bohaterów, którzy zgodzili się przejść przez ten rok wraz ze mną, ale... oni wszyscy byli wspaniali, bo byli sobą, a ja byłam... w stresie. Wiesz, ten stres, gdy widzisz kogoś i nie wiesz, czy podejść, czy się przywitać i jak się przywitać, czy podać rękę, czy poklepać po ramieniu, czy mówić na ty, czy na pani... Kucnąć przy wózku czy stać? Schylać się jak do dziecka, czy... Ala, olej to i jak chcesz, to się nawet połóż na ziemi
...What?
Przekonałam się, że wcale nie tak trudno jest im wszystkim mówić o sobie i o swojej codzienności, nawet jeśli jest inna od tej pełnosprawnej, bogatsza w często drastyczne doświadczenia. To, co sobie wmawiamy, nie musi być prawdą. Oni otwierali się przede mną, a ja zastanawiałam się, dlaczego, gdyby to oni trzymali dyktafon, czułabym wielką gulę w gardle i tak bardzo wahała się nad podjęciem tematu...? 
[Pod tym względem sztamę przybijam z Arkiem; kocham naszą pierwszą rozmowę, gdy oboje patrzyliśmy się to na siebie, to na kubki z herbatą i właściwie nic więcej... Dopiero za drugim coś zaiskrzyło]. 
W czasie kampanii dowiedziałam się, że to nie niepełnosprawność ma tu cokolwiek do rzeczy – to kwestie związane z charakterem i z własną odwagą i umiejętnością radzenia sobie ze stresem. U mnie była to umiejętność na poziomie zero – i co z tego, że plus dziesięć dodawała mi plakietka redaktorki, skoro tyle samo zabierały mi drżące palce, które ją ściskały?
Także ten... no. To ja miałam w większej mierze problemy. 
Ja, pełnosprawna. 
Ja uczyłam się od nich walki ze stresem i samą sobą.

Wtargnęłam z butami (czasem dosłownie – była zima i padało, a chodzę w glanach!) w ich prywatność jak intruz. Wchodziłam im do domów i jadłam ciasta, piłam kawę. Wypływałam w rejsy, biegałam z nimi po lasach, spędziłam godziny w szkole, wypytując o tę nie-zwykłą codzienność, przekonywana, by nie robić wow, nie otwierać ust z wrażenia i nie patrzeć jak cielę w malowane wrota. Nakłaniana do tego, by choć próbować nie myśleć o tym, jak bardzo ich wszystkich podziwiam. Kampania w założeniu miała przecież mówić o tym, by traktować niepełnosprawnych... normalnie. No właśnie, normalnie, po ludzku – nie wytykać, ale i nie wychwalać nad niebiosa tego, co dla nich tak przyziemne i oczywiste. Sama napisałam w życiu kilka prac magisterskich, więc czemu na swoje mam wygwizdane, a gdy słyszę, że to samo zrobiła Ania, oczy mam jak pięć złotych? I dlaczego tak wielkie wrażenie robi na mnie to, że Natalia bawi się przy mnie komórką i sama zapina sobie zegarek? W końcu to oni wszyscy nauczyli mnie, by się nie rozczulać – to było najtrudniejsze. By się uśmiechać i... do przodu, YOLO. Przecież wszystko może się udać, wszystko może się zdarzyć, każde marzenie można spełnić bez względu na to, czy siedzisz na wózku lub nie masz dłoni, a może je masz, lecz nie potrafisz nimi poruszać. 
Czasem to wszystko traci znaczenie. Da się, gdy czegoś chcesz.

Więc... chciałam napisać sieć artykułów o tym, by się nie wzruszać:

Mogłoby się wydawać, że w mediach istnieje stereotypowe spojrzenie na osoby niepełnosprawne – mówi się o nich jedynie przez pryzmat ich niepełnosprawności. Dlaczego nie rozmawiać z nimi na inne tematy? Dlaczego uważać brak jakiejkolwiek sprawności tylko za coś, co budzi podziw bądź wywołującego litość? Jak odczarować wizerunek osoby niepełnosprawnej? Jest na to sposób – spojrzeć głębiej.

A oczywiście i tak się wzruszałam. Bo to są naprawdę fantastyczni ludzie, których historie doprowadzają do łez – czasem ze śmiechu, w żartach, z przymrużeniem oka. 
Zresztą, udostępniam tu wszystkie te historie. Jeśli tylko masz chęć, to zapraszam.


[screeny w pełni czytelne, możesz otwierać w nowym oknie]



NATALIA

Artystka przez duże „A” – rysowniczka, poetka, twórczyni amatorskich teledysków. Nie boi się nowych wyzwań, nie rozgrzebuje przeszłości. 

Często ukrywa swoją twarz za maską antysmogową. Przewrotnie nazywa ją „antyludziową”, bo ta chroni ją przed zainteresowaniem, przykrymi pytaniami, spojrzeniami przynoszącymi ból. Jednak podczas sesji zdjęciowej maska pozostaje w torebce. Zastąpiono ją profesjonalnym makijażem, który – tak jak maska – symbolizuje powierzchniowość. 
Uwielbiam Natalię, uwielbiam jej kreatywność i sposób na siebie.

Ale nie mogłoby być za dobrze, prawda? Ludzie zaskakują mnie za każdym razem, lecz nie za każdym pozytywnie. Kiedy na co dzień staram się w nich wierzyć, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie próbował zabrać mi to uczucie. Gdy publikowaliśmy okładkę gazety w lokalnych mediach na FB, było na niej jedno ze zdjęć. Niektórzy wtedy najpierw pisali komentarze, a dopiero potem (o ile w ogóle...) zaglądali do tekstu. Patrzyli na okładkę, na której widniał napis „dziewiętnastolatka”. To wystarczyło:

[kliknij, aby powiększyć]

Oczywiście, było również sporo przychylnych super-komentarzy, dodających turbo-skrzydeł. Dziękuję za nie. I dziękuję ci tym bardziej, Natalio, że przeszłyśmy przez to razem, jesteś silna babka, wspierałaś mnie bardziej niż ja ciebie. To mnie było wstyd za nich, gdy ty parsknęłaś pod nosem.




AGATA

Oto druga bohaterka kampanii. W przeciwieństwie do Natalii urodziła się niepełnosprawna – z rozszczepem kręgosłupa. Wiąże się z nim brak czucia poniżej kolan, dlatego Agata porusza się na wózku. Poprzez udział w kampanii zachęca do zacierania granic i podejmowania ryzyka.
– Dzieci na wózkach wzbudzają litość, aż chce się pomagać rodzicom, chociażby wnieść wózek do autobusu. Odkąd jestem dorosła, jakby mój czas ochronny się skończył, empatia ludzka maleje wraz z wiekiem niepełnosprawnego. Takie mam wrażenie. Pewnie ludzie myślą, że skoczyłam na bungee albo na główkę do jeziora i mam za swoje.

Agata przewrotnie zadaje sobie pytanie: „Co jest ze mną nie tak?”. Nic! Jesteś silną kobietą, wspaniałą żoną i – już niedługo – mamą. Co jest z nami nie tak, jeśli myślimy inaczej, ponieważ widzimy wózek? No, coś na pewno. 
Tylko nie bardzo wiem, jak to leczyć. Może kolejną kampanią...?



AREK

Depresja? Daj spokój. Ile razy przeszło ci przez myśl, że może pomóc czekolada, spacer czy, ot, spotkanie towarzyskie? Weź wyjdź z domu, chodź na piwo, do kina, klubu. Rozerwij się i przestań. Po prostu przestań wyglądać jak zbity pies. Życie jest za piękne, by... Tak? 
A co, jeśli to życie właśnie... płonie?


Arek dużo czyta, ogląda filmy i słucha muzyki – lubi Glukhovsky’ego, Marvela i Marilyna Mansona. Gra na gitarze, udziela się w mediach społecznościowych, sprawdza newsy związane z sytuacją polityczną kraju, można więc wyjść z założenia, że jest z nim o czym rozmawiać, a jednak rozmawia się z nim trudno. Waży każde słowo i nie jest wylewny. Dlaczego?

– W moim przypadku to nie jest nieśmiałość. To fobia społeczna i depresja. Wyobraź sobie, że każdy człowiek to płomień. Kiedy jest jeden, nie panikujesz, jeszcze nie uciekasz. Ale kiedy zaczynają cię one otaczać, to co robisz? No właśnie. Tak właśnie się czuję. Otaczają mnie płomienie.


IWO

Jesteś niegrzeczny. Gdzie byli twoi rodzice, kto cię wychował – wilki? Przestań tupać, krzyczeć i gryźć, bo przyjdzie po ciebie taka pani i cię zabierze, zobaczysz... Zachowuj się. Ile ty masz lat? Taki duży chłopiec, a taki łobuz!


Iwo nie słyszał tych słów tylko dlatego, że ma wspaniałą mamę i grono ciepłych osób wokół siebie. Osób cierpliwych, którzy kochają tę kreatywność i chcą poznawać jego wyjątkowy sposób patrzenia na świat. Jednak gdyby nie oni, jak poradziłby sobie w świecie jedenastoletni autysta? Ilu takich spotkałeś na ulicy, ilu takich mijałaś w sklepie?

Problemy stały widoczne, gdy skończył trzy lata. Zawsze był bardzo ruchliwym i absorbującym dzieckiem, lubił się przytulać i bardzo dużo mówił. Gdy poszedł do przedszkola, pojawiły się różnego rodzaju problemy – chłopiec płakał, nie potrafił przyzwyczajać się do nowej rzeczywistości. Rodzice z przerażeniem zaczęli dostrzegać, że zamyka się w swoim świecie, przestaje mówić – porozumiewa się jedynie kodem i powtórzeniami, nie chce bawić się z dziećmi. Konsultacje z pedagogami, terapeutami i logopedami nie przynosiły żadnych rezultatów. W tym czasie rodzice przygarnęli psa.
Iwo ni z tego, ni z owego usiadł koło niego i powiedział do niego: „Łatko, dlaczego ty mi nie odpowiadasz? Pytam się ciebie o coś, Łatko!”.  

Zanim ocenisz – poznaj.


ANIA

Urodziła się z mózgowym porażeniem dziecięcym czterokończynowym. Choć jej możliwości są ograniczone, od zawsze poprzeczki stawia sobie bardzo wysoko.

Przyłóż nos do klawiatury i spróbuj napisać jedno zdanie złożone.
A teraz spróbuj napisać tak pracę magisterką. 
Ba dum tss.

Ania w ramach pracy dyplomowej przeprowadziła badanie dotyczące możliwości zatrudnienia osób niepełnosprawnych. Mimo przewagi negatywnych odpowiedzi, których Ania doświadczyła na własnej skórze, udało jej się znaleźć pracę analityka, obroniła również tytuł magistra. Teraz marzą jej się drugie studia – psychologiczne; ważny jest dla niej kontakt z ludźmi. W kwestiach logistycznych pomaga jej mama.

– Gdyby nie ona, nie ukończyłabym żadnych studiów, ponieważ fizycznie nie byłabym w stanie tego zrobić. Jestem jej bardzo wdzięczna. Poza tym zdaję sobie sprawę, że wielu w podobnej sytuacji do mojej nie ma takiego szczęścia. Ci, co znają mnie od małego, zawsze powtarzali, że jestem uparta. Ale jestem także szczęściarą.


MIESZKAŃCY DOMU POMOCY SPOŁECZNEJ

Dom Pomocy Społecznej w Kędzierzynie-Koźlu to ciepłe, rodzinne miejsce, w którym pomaga się domownikom zaakceptować swoją niepełnosprawność i, przede wszystkim, godnie przeżyć. Gdy odwiedziłam je po raz pierwszy, poczułam się jak w... domu. Przez moment otaczała mnie liczna rodzina – wielobarwna, wspaniała, bardzo emocjonalna, którą żal aż opuszczać na dłużej. Nad niepełnosprawnymi intelektualnie podopiecznymi przez cały czas czuwa profesjonalny zespół opiekuńczo-terapeutyczny, a oprócz tego prowadzone są zajęcia rehabilitacyjne, kulturalno-oświatowe i akcje rekreacyjne. Jedną z takich akcji był rejs statkiem po Kanale Gliwickim w ramach kampanii. 


– Rejs mi się podobał, bo bujało i pieniła się woda. Ja, Asia, trochę się bałam, ale było fajnie! Tu, w domu, niczego się nie boję. Mam pokój, swoje pokoje mają koledzy i koleżanki. Tu jest nasz dom. Choć lubię też wychodzić na lody. I na wycieczki do zoo, i na Górę Świętej Anny. I wszędzie lubię być. Bycie jest fajne!



3XW – WERNISAŻ, WYSTAWA, WYDANIE


14 czerwca 2019, Galeria Sztuk Wszelakich w kędzierzyńskim Domu Kultury:

– Od dwudziestu lat, kiedy istnieje nasz powiat, powstało czternaście wind, warsztaty terapii zajęciowej, dziesiątki imprez wspierających osoby niepełnosprawne i wiele różnych projektów, głównie architektonicznych. Jednak najważniejszą kwestią jest ludzka psychika, likwidacja barier psychologicznych – mówił na uroczystym zakończeniu kampanii wicestarosta Józef Gisman.Dziś dzieje się to, ponieważ mamy wspaniałych pedagogów, którzy podejmują takie tematy, oraz dzielnych młodych ludzi, którzy chcą pomagać innym młodym ludziom, będącym w nieco trudniejszej sytuacji. 

sierpień 2019 – zakończenie wystawy
październik 2019 – wydruk publikacji pamiątkowych zawierających zdjęcia i artykuły
[tak, dlatego czekałam z podsumowaniem do teraz – chciałam mieć fotkę książki w nagłówku]

[zdjęcie – Agnieszka Majewska]

PODSUMOWANIE

Co sądzę o tej akcji? Jestem pełna podziwu. Nie tylko dla jej uczestników, ale dla pozostałych organizatorów, fotografek i fotografów – uczennic i uczniów Zespołu Szkół nr. 3 z klasy IITC, technik fotografii i multimediów. Wiem, że wszyscy daliśmy z siebie wszystko.
Czy to przyniesie owoce większe niż usłyszane podziękowania od osób, które i tak nie potrzebowały edukacji czy umoralnienia? Nie sądzę. Ambasadorzy opowiedzieli cudowne historie dla tych, którzy chcieli ich słuchać i je przeczytać. Niestety wciąż za często utożsamia się niepełnosprawność z chorobą głównie psychiczną i w kontakcie z niepełnosprawnymi bywamy spłoszeni, niechętni lub nadopiekuńczy. Boimy się kontaktu lub stajemy się nienaturalnie infantylni. Wiem to po sobie, mimo że przecież pisałam wszystkie te teksty. Ale chociaż się staram, okej? Staram się wyluzować.

Czy ktokolwiek przeprosił za negatywne komentarze?
Nie. Przeprosić też jest sztuką, twardym orzechem. Ale jak go zgryziesz, to, wiesz, raczej nie stanie ci w gardle. 

Doskonale zdaję sobie sprawę, że zmienianie postaw społeczeństwa to proces trudny, wymagający czasu i odpowiedniego podejścia oraz wysiłku. Nie kończy się on wraz z tą kampanią, nie skończy się wraz z żadną następną. Pozostaje nadzieja, że wszystkie podjęte działania pozostawiły po sobie ślad w każdym, kto zetknął się z tymi artykułami, zdjęciami. Kto miał w ręce gazetę lub książkę, kto czytał wiersze i chce poznawać. W każdym, kto spróbował choć raz „spojrzeć głębiej”.





Tak, to ja. Ja jestem.
Stoję tu przed tobą,
siedzę czasem, czasem nawet 
tyle nie potrafię.

Tak, to ty. Posłuchaj,
mam dobrą wiadomość:
już nie warto ściskać gardeł
i odwracać głów.

Próg jest między nami,
więc po co udawać, 
że nie ma tematu? 

Tyle tylko trzeba
– wyrozumiałości,
połączenia światów. 

Nie, to nie jest trudne. 
Powiedz, o czym marzysz? 
Ja się uczę codzienności,
jakbym nie był stąd.

Nie – nie po kryjomu
bo nikt nie zobaczy, 
i nie po cichutku, żeby
słyszeć mógł mnie ktoś. 

Coś się będzie zmieniać,
tak! Czuję to w kościach,
nawet, jeśli słabe. 

Podaj, proszę, rękę,
wszystko będzie dobrze...
Przeżyjemy razem.



2 komentarze:

  1. Tak odnośnie tych komentarzy ze screena... Od około roku widzę, że w necie jest coraz większy hejt, jakby nastała jakaś fala albo moda na bycie chamem. Ludzie przestają czuć jakąkolwiek granicę i po prostu byle tylko wsadzić komuś szpilę. Byle komuś dowalić i to nie dlatego, że ktoś zrobił źle albo popełnił błąd, nie. Zazwyczaj szpile się wkłada za nic, praktycznie za nic. To już nawet nie wygląda jak wylewanie frustracji na kimś innym, bo miało się ciężki dzień (co też raczej nie powinno mieć miejsca), ale to po prostu czyste chamstwo i nienawiść. Osobiście już nie mam sił na czytanie tych wstrętnych komentarzy, na które wszędzie się napotykam. Tego jest od groma i ciut ciut. A najśmieszniejsze jest to, że największy i najgorszy hejt pochodzi bardzo często od osób dorosłych i to nie od 20-latków, tylko właśnie 30+, bardzo często 40+ i 50+. Osoby w tym przedziale wiekowym potrafią zachowywać się tak chamsko i prostacko, tak kogoś poniżyć i pokazać swoją wyższość, że to się w głowie nie mieści. A wydawało by się, że osoby mocno starsze powinny być bardziej dojrzałe, cóż, często spotykam się z tym, że to nieprawda i jest wręcz przeciwnie. Jakby starsze osoby myślały, że mogą więcej, bo są starsze, a młodsi muszą ich szanować tylko dla zasady.
    W sumie mogłabym się rozpisać o hejcie od osób dorosłych (35+) na kilka stron, ale nie będę Ci zaśmiecać. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, ej! To o hejcie brzmi jak spoko pomysł na notkę, tak mi przyszło do głowy. Chętnie przeczytałabym coś takiego, na przykład na twoim blogu. :)

      Usuń

Copyright © 2016 Nasyć ego dobrą karmą , Blogger