Mamy już wiosnę, teraz zbliża się lato, a wraz z nim – słoneczne i dłuższe dni. I chociaż uwielbiam tę porę roku, moje włosy (i cera!) reagują na nią fatalnie. Zaczynają domagać się regularnego nawilżania wieloma sposobami, co wymaga ode mnie nieraz sporej kreatywności, a jakby tego było mało – wytracam kolor. O ile zimą niewątpliwie jestem ruda, tak latem czasem sama zaczynam w to wątpić. Włosy u nasady przybierają kolor mysi i przechodzą w złocisty, na długości regulując się do sianoblondów.
Proszę się nie śmiać ze Skoi, to zdjęcie nigdy nie powstało po to,
by być blogowe, ale nie mam innego z zeszłorocznych covidowych wakacji. ;)
by być blogowe, ale nie mam innego z zeszłorocznych covidowych wakacji. ;)
W każdym razie już teraz zaczęłam szukać sposobu, jak radzić sobie z tym problemem ciepłych miesięcy i w sieci wpadłam na pomysł wykonania płukanki ze świeżo mielonej kawy. Nie mam w domu kawy w ziarnach, dlatego postanowiłam zaryzykować i wykorzystać zwyczajną kawę sypaną. Przepis na płukankę jest iście prosty, wystarczy zagotować w czajniku około litr wody i zalać nim 3-4 łyżki kawy w garnku, a potem poczekać, aż kawa wystygnie. Jako że moje włosy sięgają już za pas, zapobiegawczo podwoiłam proporcje, a więc zalałam 8 łyżek kawy 2 litrami wody.
W tym czasie postanowiłam przejść od razu do nawilżania, więc naolejowałam włosy olejem z czarnuszki (nierafinowanym, tłoczonym na zimno) i dodałam kilka kropel olejku Kallos Elixir. Lubię ten olejek, ponieważ jest tani i wydajny, no i olej z czarnuszki (ale i lniany) bardzo dobrze z nim współgra. Mam wrażenie, że łatwiej się wypłukuje, włosy jednak pozostają gładkie i nie pachną czarnuszką.
Naolejowane włosy noszę związane w ciasny warkocz około dwie-trzy godziny. Dziś padło na dwie, ponieważ kawa zdążyła wystygnąć i nie mogłam doczekać się jej efektów. Zanim jednak zabrałam się za płukanie, tradycyjnie umyłam włosy letnią wodą i delikatnym szamponem, a następnie użyłam maski. U mnie hitem wciąż są maski od Kallosa (tym razem Kallos Algae) – i znów – bo są tanie i wydajne. Opakowanie litrowe starcza mi nawet na kilka miesięcy, choć nigdy nie żałuję maski i nakładam ją nieraz całą garść. Wreszcie włosy z maską zawinęłam w turban i dałam im piętnaście minut, w czasie których próbowałam odcedzić fusy z kawy. Licząc na to, że na pewno zostaną na dnie garnka, powoli przelałam kawę do miski.
Fusy, oczywiście, zostały w garnku, ale niestety nie wszystkie. Okropnym uczuciem było zanurzać włosy w misce pełnej drażniących ziarenek i dodatkowo polewać pasma na długości, nabierając kawę do szklanki. Wytrwałam w tym okropieństwie może z dwie minuty i obiecałam sobie, że nie spłuczę tego świństwa, choć bardzo mnie kusiło. ;)
Na rozczesane, ale jeszcze wilogtne włosy wtarłam kilka kropel Macadamia Healing Oil Spray – po to, aby się nie puszyły w czasie suszenia suszarką. Mimo że tradycyjnie suszę włosy chłodnym nawiewem, czasem zdarza mi się trochę przyspieszać i korzystać z ciepłego nawiewu. Wiem, że to nie tędy droga, ale… ja naprawdę chciałam już sprawdzić efekty końcowe. :D
Efekt jest naprawdę przyjemny i mnie zadowala. Myślę, że gdybym włosy potrzymała w płukance dłużej (i koniecznie odcedziła fusy!), cały zabieg bardziej przypadłby mi do gustu. Mimo użycia serum o intensywnym zapachu, bardzo szybko przebił się przez nie zapach kawy i włosy pachniały mi nią cały dzień, co jest po prostu fenomenalne. Podobno włosy po płukance z kawy mają być również lekkie w dotyku i przyjemne, ale moje takie są za każdym razem, gdy je olejuję, dopieszczam maską, a przy suszeniu używam serum – więc nie wiem, na ile to prawda.
Wiem również, że zabieg będę musiała powtórzyć, nie omijając nasady oraz tyłu. Po wysuszeniu dokładnie widać, w których partiach włosów byłam niedokładna. W przypadku naprawdę długich włosów warto może poprosić o pomoc osobę trzecią, ponieważ efekt jest na tyle intensywny, że jakakolwiek nierównomierność może kogoś nie zadowalać.
Pro tip! Jeśli chcecie tego spróbować, to, serio, odcedzajcie porządnie fusy. A jeśli zrobicie to nieuważnie, to te małe gówna przyczepią wam się do włosów. Na szczęście bardzo łatwo je rozczesać i nie sypie się z nas dłużej niż przy suszeniu. Polecam jednak w takim wypadku czesać się na kaflach albo panelach, a na pewno nie na dywanie, ponieważ wszystkie fusy spadną na ziemię i łatwiej je będzie posprzątać.
I nie trzepcie potem ręcznika!
Chyba że nad wanną. ;)





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz