grudnia 12, 2020

17. Jak pozbyłam się kleju we włosach? [MH]



Gdy na urodziny dostałam w prezencie Cleo de Nile, nigdy niewyciąganą z pudełka – już przez nie widziałam, że ma posklejane włosy. No cóż, trudno. Odpakowałam ją, chociaż wiem, że dla niektórych to grzech wręcz śmiertelny, jednak ja wciąż jestem na etapie nie tyle kolekcjonowania, co zabawy; wersje bez pudełek sprawiają mi znacznie więcej frajdy.

 Stop. Wróć. Posklejane włosy – tak właśnie. 

W przypadku lalek Monster High nieraz słyszałam, że to częsty przypadek, choć poza Cleo żadnego wcześniej nie doświadczyłam. Ot, pod wpływem temperatury – czy to pudełka przechowanego w ciepłym, czy też lalki zdobiącej półkę nad grzejnikiem zimą – klej, który bazowo umieszcza się wewnątrz głowy, by skleić poprzeplatane przez dziurki na głowie włosy, wypływa. Nie da się go rozczesać, a z włosów, szczególnie grzywki, tworzy się paskudny, twardy i przede wszystkim lepki kołtun. No i okej, może w pudełku czy na półce lalce jakoś wybitnie to nie przeszkadza, ale gdy chcemy takowej zafarbować włosy albo zmienić ich uczesanie – jakakolwiek ingerencja przestaje być możliwa. 

Potem podobny problem pojawił się z grzywką Frankie w piżamie, i kolejny – gdy w sklepie kupiłam po promocji Kena (wobec którego mam całkiem ambitne plany na przyszłość, mianowicie: gość ma stać się Wiedźminem). Po rozpakowaniu pudełka – rozczarowanie; okazało się, że typ, któremu chciałam przefarbować włosy na biało, ma nie tylko na skalpie, ale i na całej długości włosów do ramion wręcz paskudną skorupę. W pierwszej chwili pomyślałam, że najwyżej kupi się białe włosy na AliExpress i po prostu się je wymieni. Uciekanie od problemu, jak widać, mam opanowane na poziomie hard. 


Jednak miarka się przebrała przedwczoraj, kiedy przyszła do mnie paczka z OLX-a. Otóż kilka dni temu zamówiłam lalki, których przerabiać w żaden sposób nie chciałam. Po rozpakowaniu paczki już w domu okazało się, że zarówno Toralei, jak i Purrsephone oraz Meowlody też mają na głowie takie samo łajno. Dopiero one przymusiły mnie do tego, by zakasać rękawy i… coś zrobić, wymyślić. Desperacko chciałam zrobić cokolwiek. 


Słyszałam, że klej można chociaż trochę rozczesać, obsypując włosy mąką ziemniaczaną, inni podpowiadali, by próbować z różnymi rozpuszczalnikami, w tym benzyną, ale uważając, by absolutnie nie dotykać lalek twarzy – każde takie działanie ryzykowało stratą makijażu, a nie jestem jeszcze na tyle doświadczona, by brać się za repaint, chociażby podstawowy. 

Jak więc poradziłam sobie z problemem? 
Rozwiązanie okazało się proste i znalazłam je na facebookowym forum.


CZEGO POTRZEBUJEMY?


1. Terpentyna balsamiczna + słoik/szklanka
Ja swoją kupiłam w Castoramie za jakieś 20 zł; wiem, że są też inne rodzaje terpentyn, jednak ja próbowałam akurat z balsamiczną i sprawdziła się w stu procentach, za inne więc nie mogę poręczyć, ale możliwe, że też zadziałają.



2. Gumowe bądź foliowe rękawiczki 
Istnieje całkiem realne prawdopodobieństwo, że nie ubrałabym ich, gdybym dzień wcześniej nie robiła sobie manicure hybrydowego, o którego jakość wyjątkowo się bałam, bo pierwszy raz paznokcie JAKOŚ mi wyszły

3. Delikatny płyn do płukania tkanin o intensywnym zapachu
+ miska

4. Grzebyk albo szczotka
Najbezpieczniejsza ta dołączana do lalek albo typu tangle teezer; ludzka, szczególnie z ostrymi ząbkami, może wyrywać


Przygotowane, to jest rozebrane do rosołu laleczki, po kolei zanurzałam w terpentynie. W przypadku chociażby Frankie, która posklejaną miała jedynie grzywkę, trwało to dosłownie chwilę, może minutę (przechylałam szklanką tak, by namaczać tylko grzywkę, nic więcej), natomiast Toralei, której włosy były w stanie katastrofalnym, potrzymałam w szklance z dobre trzy minuty. Po wyjęciu lalki nad ścierką palcami wmasowywałam terpentynę we włosy i rozdzielałam paznokciami pojedyncze pasma. Nie chciałam przesadzać, ponieważ wyszłam z założenia, że jeżeli terpentyna jest w stanie pozbyć się kleju z zewnątrz głowy, może również działać na klej wewnątrz niej – ten, który sprawia, że włosy nie wypadają. 


Gdy już czułam pod palcami, że mniej-więcej każdy włos da się rozdzielić i są one znacznie bardziej miękkie, zanurzałam je w misce z płynem do płukania. To ważne, by woda w misce nie była gorąca, a jedynie letnia. 


Po lepkiej mazi nie ma ani śladu! 💓

A po dłuższym płukaniu osuszałam włosy szmatką dokładnie tak, jak robię to ze swoimi własnymi. Gdy wszystkie lalki były już wykąpane i wstępnie osuszone, każdą poddałam suszeniu suszarką. Warunek jest jeden: suszymy tylko zimnym nawiewem. Gorący albo nawet ciepławy nawiew może sprawić, że klej, który nadal podtrzymuje włosy wewnątrz głowy lalki, znów może się rozpuścić i wypłynąć. Gdybym nie miała takiej suszarki, podejrzewam, że zostawiłabym lalki do naturalnego wyschnięcia, ustawiając je nieopodal kaloryfera, jednak niezbyt blisko.

Najbardziej bałam się o Toralei, która ma ubytki w makijażu brwi; za nic nie chciałam jej dobić, ale jednocześnie strasznie zależało mi na doprowadzeniu jej włosów do porządku. Ryzyk-fizyk, pełne zanurzenie i… opłaciło się. Terpentyna balsamiczna nie ma żadnego wpływu na makijaż lalek, nawet przy zanurzeniu kilkuminutowym, ale posiada jeden minus, obok którego trudno przejść obojętnie, a przez którego do listy rzeczy potrzebnych w całym procesie warto dopisać dwa Ibupromy Max. 

Katorżniczy smród

Jest paskudny i po godzinie, którą spędziłam na całkowitej zabawie, przyprawił mnie o koszmarny ból głowy. Wiem, że są w sklepach terpentyny bezzapachowe, ale nie ma co się łudzić – one też cuchną. Także jeżeli ktoś planowałby naprawić włosy swoim lalkom w łazience, powinien kilkukrotnie się  nad tym zastanowić, a potem samodzielnie dojść do wniosku, że to jedna z większych głupot. Ja, co widać na zdjęciach, kąpałam lalki w warsztacie, a jego wietrzenie przy otwartym na oścież oknie zajęło mi ponad dobę. Mało tego, lalki już osuszone i przeniesione do pokoju nadal oddawały zapach terpentyny, dlatego i w sypialni, w której rezydują, trzeba było na pół dnia otworzyć okno. Na końcu, gdy Monsterki były już w ubraniach, spryskałam je mgiełką zapachową, której zapach powinien osiąść się na materiale na dłużej… Mhm, ehe, ok; efekt był dość średni – zaczęło zaciągać terpentyną jakby rozlaną na łące. Bólu głowy przy zaledwie sześciu lalkach pozbyłam się dopiero po kilku godzinach i z pomocą tabletek. Z jednej strony, gdybym miała więcej lalek, pewnie wzięłabym wszystkie, aby przypadkiem nie musieć w najbliższym czasie powtarzać tego zabiegu. Z drugiej strony – gdybym miała w warsztacie spędzić piętnaście minut dłużej, chyba bym zwariowała. W porównaniu do zapachu benzyny, który lubię, terpentyna swoim smrodem przypomina bardziej chlorokauczuk, którego nie znoszę. Poza tym nie tylko śmierdzi, ale jest też toksyczna, więc najlepiej byłoby używać jej poza domem. Gdyby się okazało, że w najbliższej przyszłości uzbierałabym kilka kolejnych skołtunionych i lepkich głów, zapewne poczekam z kąpielami do lata i wyjdę z asortymentem na dwór.


Efekt? 



Może wydawać się, że na drugim filmiku białe pasmo wciąż jest sklejone, jednak włosy są po prostu jeszcze troszkę wilgotne. Praktycznie każdy włos da się od siebie oddzielić, a czesanie to prawdziwy fun. Włosy w dotyku są mięciutkie i gotowe, by ułożyć je według własnego widzimisię. 


Samą płukankę płynem do płukania tkanin polecam też stosować na tradycyjnych lalkach Barbie, u których o ile problemu nie stanowi klej, o tyle szarawe, poplątane, sianowate kołtuny to standard. Jeśli macie swoje lalki z dzieciństwa w domu i są już mocno wybawione i widać, że pełne miłości, ale trudno na nie patrzeć z powodu typowej szopy, a co dopiero gdzieś je postawić dla ozdoby – kilka sesji kąpieli w płynie do płukania i delikatne rozczesywanie powinny pomóc. Za to na pewno nie pomaga szampon do włosów. Nie jestem inżynierem, ale zaufaj mi.


Zdjęcie dość starawe, lalka zaledwie po pierwszej sesji płuknaką. 
Chciałabym kiedyś do niej wrócić i zadbać o nią mocniej; chyba muszę na dniach odwiedzieć rodziców, u których została. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Nasyć ego dobrą karmą , Blogger