Warframe nie jest nową grą, bo ta pojawiła się już w 2013 roku. Jest jednak grą, która bardzo mocno i szybko ewoluuje, dlatego pisanie o niej recenzji nawet po tylu latach uważam za dobry pomysł.
Warframe'a odkryłam całkiem niedawno, bo może z pół roku temu. Przez ten czas zdążyłam przejść bardzo obszerny wątek fabularny, dzięki któremu poznałam mechanikę gry, a wciąż czuję się w tym temacie laikiem. Jako gamerka jestem typem indywidualistki, wręcz introwertyczki – nie przepadam za grami drużynowymi on-line, lubię zamykać się w świecie, tylko ja i moja postać. Z tego powodu bardzo długo odrzucałam myśl, że Warframe mógłby sprawiać mi frajdę, jednak ktoś mi powiedział: no spróbuj, to w sumie taki Tomb Raider, tylko że w kosmosie. Ktoś wiedział, że złapie mnie tym sposobem na wędkę, mimo że teraz widzę, że Warframe z Tomb Raiderem nie ma nic wspólnego. A jednak spróbowałam.
Warframe jest grą, która daje możliwość delektowania się światem w samotności. Przegrałam wiele godzin, kompletnie zapominając o tym, że w każdej chwili mam możliwość zmiany trybu gry na publiczny. Nie spodziewałam się, że Warframe jest pod tym względem bardzo uniwersalny. I na tym nie kończą się przykłady walorów.
Głównym z nich jest fabuła. Poznajemy ją już od uruchomienia gry i z buta wchodzimy w świat wojowników Tenno. To operatorzy na wpół organicznych zbroi – warframe'ów – dzięki którym Tenno są w stanie bronić układu słonecznego. Po Starej Wojnie Tenno zostali porzuceni, część z nich (a w tym i nasz bohater) straciła pamięć. Realizowanie misji pozwala odkryć kolejne wspomnienia, fabuła jest więc rozwijana powoli, z każdą misją intrygując coraz bardziej. Mnie to rozwiązanie pochłonęło dość mocno, ponieważ jeżeli oglądam film czy czytam książkę, to zawsze do ostatniego kadru czy ostatniej kropki. Z pomocą różnorodnych, unikalnych zdolności moich warfame'ów biegam od planety do planety i oczyszczam układ solarny z wszelkiego rodzaju badziewia, dowiadując się, co kto dawniej i dlaczego.
Jednak to, co już na początku mocno mnie urzekło i sprawiło, że nie porzuciłam gry po kilku miesiącach rozgrywki, to emocje, jakie ona we mnie wywołuje. Przykładem jest tutaj chociażby zadanie Okowy Harrowa, które jest tzw. zadaniem kinowym, a więc oferuje wiele łzawych i mrocznych cutscenek. Tutaj akurat fabuła przewiduje poznanie tajemnic jednego z opuszczonych okrętów kosmicznych, na którym dusza niewinnego dziecka przeklętego przez bliskich nie potrafi zaznać spokoju.
Linia fabularna jest bardzo rozbudowana. W tym momencie gra oferuje 25 dostępnych zadań fabularnych, które wykonywane po kolei pozwalają odblokować cały system solarny złożony z 18 planet (a na każdej znajduje się +/- 10 dostępnych misji grindowych). Każda planeta charakteryzuje się różnymi surowcami, które pomagają w warsztacie tworzyć kolejne elementy warframe'ów i broni. Broni do zdobycia również jest multum – miecze, katany, szpady, sztylety, młoty, tasaki, maczety, kastety, karabiny, strzelby, pistolety, łuki, kusze, a i to jest ledwo kropla w morzu możliwości. Po 315 przegranych godzinach (poświęcając grze codziennie ok. 2h) na dzień dzisiejszy mam odblokowane 182 bronie. Tenno potrafi śmiercionośnie wykorzystać nawet frisbee.
Na początku gry nowy gracz ma do wyboru tylko jedną zbroję warframe i, nie wiem dlaczego, w większości przypadków wybór pada na Excalibura (ja porwałam się na Volta), jednak z czasem możliwe jest zdobycie nawet 30 warframe'ów (!), a część z nich ma jeszcze swoje odpowiedniki, tzw. warframe'y prime, które charakteryzują się silniejszymi statystykami. Mają większą wytrzymałość, są szybsze i silniejsze. Każdy z warframe'ów ma swoją specjalizację i właściwe sobie umiejętności – dla przykładu skrytobójca Loki potrafi stać się niewidzialny, tank Rhino uaktywnia dodatkowy pancerz, obrońca Frost generuje powłokę z mrozu chroniącą przed ostrzałem, a iluzoryczna Mirage traktuje pole walki jak scenę cyrkową. Są też warframe'y powiązane z żywiołami jak na przykład Hydroid, który przypomina nieco Davy'ego Jonesa, są berserkerzy i berserkerki, nekromanci, snajperzy, muzycy... Pomysłowość twórców daje tutaj wielkie pole do popisu.
[dla zainteresowanych – gram warframe'em dla Grażyn, moją ukochaną krówką, Valkyr Prime, która ostrymi pazurami rozpruwa wszystko, co staje na jej drodze. Ma odnawialne życie i energię, przez co jest praktycznie niepokonana]
Skoro każdy z warframe'ów specjalizuje się w czymś innym, warto przeczesywać kolejne planety układu słonecznego, by znaleźć odpowiednie do ich produkcji części, aby sprawdzić każdą ze zbroi. Do tego też trochę zmusza nas mechanika gry – maksymalnym poziomem dla każdego warframe'a i dla każdej broni jest poziom 30. Osiągnąwszy go, gracz nie dostaje już więcej doświadczenia za korzystanie z danej zbroi czy broni – wypada wtedy zmienić set na inny. Oczywiście nie jest to wymóg, ponieważ doświadczenie dostajemy też za inne elementy gry – kolejne zadania, alarmy czy transakcje. Jeżeli chodzi o te ostatnie, możliwe są między graczami oraz z różnymi NPC-ami. Aktualnie w grze dostępne są dwie lokacje, które umożliwiają przykładowo sprzedaż wydobytych drogocennych kamieni czy chociażby... złowionych ryb.
Tak, dowiedziawszy się, że gra umożliwia nawet taką czynność jak łowienie, od kilku dni nie robię nic innego, tylko biegam do handlarki po kolejne przynęty i zwiedzam wszystkie dostępne akweny wodne, aby odkryć wszystkie dostępne rodzaje rybek. Ponieważ w grze istnieje Kodeks, w którym zapisywane są wszystkie odblokowane elementy świata, skupiam się na tym, aby uzupełnić go na 100%. Na szczęście jest to niemożliwe, ponieważ raz na jakiś czas twórcy aktualizują grę i dokładają kolejne elementy. W tym roku jedną z najważniejszych aktualizacji było udostępnienie graczom nowego zadania w nowym świecie (Fortuna, Orb Vallis), a co za tym idzie – nowych surowców, a więc i nowych broni, nowych warframe'ów i tak dalej.
Lokacja Cetus na planecie Ziemia oraz lokacja Fortuna na planecie Wenus dają jeszcze większą możliwość doświadczania. Lokacje różnią się od siebie – o ile Równiny Eidolon na Cetus są bardziej pustynne, to Orb Vallis na Fortunie to kraj wiecznej zimy. W obu przypadkach mamy do czynienia z cyklem dnia i nocy, różną fauną i florą, różnymi misjami, różnym udźwiękowieniem, różnym-tym-i-tamtym-czyli-wszystkim. Odwiedzając wczoraj Cetus właśnie z powodów wędkarskich, powiedziałam Pawłowi, że właściwie gdyby cała gra składała się tylko z tej lokacji – wystarczyłoby mi to; jest to tak wielki, otwarty świat. Obie te lokacje potrzebowałyby właściwie osobnych recenzji.
Gra ma charakter grindujący. To onieśmiela i przytłacza. Jeżeli ktoś lubi Diablo, bez problemu powinien odnaleźć się w tym świecie. Problemem może okazać się jednak nasz czas. Wiadomo, że im mniej poświęcimy go grze, tym mniej w niej uzyskamy, jednak Warframe nie działa na pół gwizdka. Albo wciąga całkowicie, albo wcale. Albo dochodzi do sytuacji: muszę spać/iść do pracy/zjeść/wyjść do ludzi, ale jeszcze tylko jedna misja..., albo usuwasz grę w dniu instalacji. Rozmawiałam o tej produkcji z wieloma graczami i zauważyliśmy zgodnie, że raczej nie ma nic pomiędzy.
Nie mogę nie wspomnieć o tym, że warframe to również RPG. Wprawdzie planety eksplorujemy głównie z pomocą zbroi warframe, nasz operator cały czas znajduje się na pokładzie naszego statku. Z biegiem fabuły dochodzi do tego, że i nim możemy się poruszać w czasie misji i także nim walczyć. Tworzymy jego postać, nadajemy mu imię, a prowadząc rozmowy z NPC-ami w czasie wykonywanych zadań, również mamy wpływ na jego charakter. Dodatkowo gra umożliwia wybór ścieżki, którą będziemy rozwijać za odpowiednie punkty doświadczenia. Działa to na zasadzie drzewka umiejętności, jednak nie jesteśmy ograniczeni do jednego wyboru. Możemy rozwijać nawet pięć różnych ścieżek dla naszej postaci, co daje około pięćdziesięciu nowych umiejętności pasywnych i aktywnych.
Dla fanów zwierzątek – na misje możemy zabierać wyhodowane przez nas na statku psy (tzw. kubrowy) i koty (tzw. kavaty). Ich też jest całkiem sporo, na dodatek pomagają nam przeżyć. W zależności od modów, dzięki którym możemy rozwijać ich umiejętności, mogą na przykład powalić przeciwnika na ziemię lub otworzyć szafkę, niedostępną dla nas. Jeżeli jednak z jakiegoś powodu nie chcemy brać odpowiedzialności za towarzysza, zawsze możemy zastąpić go dronem, który, latając nam nad głową, będzie zbierał za nas surowce i skanował okolicę, kiedy nas porwie wir walki.
Dla fanów efektywności i efektowności – wielkim atutem gry jest rozwinięte sterowanie. Możliwości warframe'ów nie kończą się na bieganiu od do – nazywam to tak w wielkim skrócie i z przymrużeniem oka. Możliwości parkuru są ogromne; skakanie po ścianach, efektowne wślizgi, uniki, nietypowe pozycje strzelnicze, bullet jumpy, akrobacje w powietrzu. Stajemy się kosmicznymi ninja z kosmicznymi umiejętnościami. Do tego dochodzą drobne niuanse takie jak staranność twórców – samo wyciąganie broni z kabury i obserwowanie procesu przeładowania pistoletu sprawia przyjemność. Jest dopracowane i realistyczne; wszystkie procesy wyglądają tak, jak w świecie rzeczywistym.
Dla fanów klanów, gildii, multigamingu – jak już napisałam, gra oferuje możliwość grania solo, grania w towarzystwie znajomych oraz grania w trybie publicznym. Istnieje również możliwość założenia bądź dołączenia do już stworzonego klanu. Tworzenie z innymi graczami silnej wspólnoty jest ważne, ponieważ budynek klanowy, tzw. dojo pozwala członkom klanu otwierać kolejne pomieszczenia (np. laboratorium Tenno czy laboratorium chemiczne), w których można wytwarzać bronie, warframe'y, drony i surowce, których nie da się zdobyć w inny sposób.
Dla fanów oszczędzania cebuli – gra jest darmowa. Jeżeli masz określony cel i zależy ci na jego realizacji, praktycznie wszystko jesteś w stanie zdobyć bez wydawania złotówki – odbije się to jednak na twoim czasie gry, bo waluta obowiązująca w grze, tzw. platyna, umożliwia szybsze tworzenie, hodowanie i tak dalej. Pozwala również na zakup elementów czysto estetycznych, takich jak nowe fatałaszki czy kolorki sierści pupili, ale te nie mają żadnego wpływu na statystyki, a są jedynie po to, by cieszyć nasze oko.
Istnieje jednak haczyk, przez który po dłuższym czasie grania zdecydowałam się na zakup platyny. Mianowicie miejsce w ekwipunku jest mocno ograniczone, bodajże do 6 slotów na broń i 2 warframe'ów. Jeżeli w warsztacie za surowce wyprodukowaliśmy coś nowego, aby umieścić to w ekwipunku, najpierw musimy usunąć coś starego. Sloty można wykupywać za platynę; dwa wolne sloty dla broni to koszt 12 platyn, a slot dla nowego warframe'a – 20 platyn. Jako że nie lubię dokonywać trudnych wyborów i żegnać się z itemami, na które bardzo ciężko zapracowałam, zdecydowałam się zainwestować w platynę. Za 1000 platyn, które są naprawdę bardzo wydajne, zapłaciłam ok. 40PLN, co nie jest absurdalnie zawrotną ceną. Potraktowałam to na zasadzie podziękowania twórcom gry za to, co stworzyli. Tym bardziej że deweloperzy są w ciągłym kontakcie z fanami, których nie tylko słuchają, ale też implementują część ich pomysłów do gry. Owocem tej ścisłej współpracy jest chociażby konwent Tennocon.
No i jeszcze jest Ordis. Ordis to komputer pokładowy naszego statku i nasz największy przyjaciel. Ordis po wojnie również stracił pamięć, czasem też przegrzewają mu się przewody, więc zdarza się, że mówi głupoty, a jednak bez niego gra nie byłaby już taka sama. Wprawdzie istnieje w ustawieniach opcja, by go wyciszyć, jednak nie jestem pewna, czy znalazłby się ktoś, kto posunąłby się do takiego barbarzyństwa.
Mam wrażenie, że, kończąc już tę recenzję, nadal napisałam za mało. Nie wspomniałam o możliwościach, jakie dają chociażby syndykaty (frakcje NPC-ów, z którymi można się zbratać i zbierać tzw. reputację), rozwój własnego statku kosmicznego (który de facto jest naszym domem), tzw. skrzydła Archwing pozwalające poruszać się po kosmosie poza pokładem statku czy nurkować w głębinach Neptunu... Tego jest naprawdę dużo.
Bardzo dużo.
Dla nowych graczy może być tego nawet za dużo – gra momentami potrafi przytłoczyć. Wprawdzie jest dostępna w języku polskim (z masą błędów interpunkcyjnych, no cóż, nie można mieć wszystkiego), jednak polskie źródła internetowe, w tym solucje i inne poradniki są mocno ograniczone. W przypadku utknięcia ratowałam się filmikami na YouTube z serii Let's play, na szczęście takich sytuacji nie było wiele. Gra jest bardzo intuicyjna, w organizacji pomaga nam Ordis, zawsze można też włączyć czat publiczny i, ot, zadać pytanie. W tak skrajnych przypadkach nie spotkałam się jeszcze z polskim bucerstwem, które psuło rozgrywki w starych dobrych MMORPG pokroju Metina czy Runes of Magic.
![]() |
kliknij, aby powiększyć
|
Zastanawiam się teraz nad wadami gry. Poza ograniczeniem na sloty w ekwipunku, które po jakimś czasie gry wymusza na nas zakup platyn, nie wiem, czy mogłabym się do czegokolwiek przyczepić. To, co wielokrotnie mi przeszkadzało, po jakimś czasie naprawiano w kolejnych aktualizacjach; tak było chociażby z lżejszym sterowaniem achriwngiem – po udostępnieniu tej możliwości graczom funkcja działała nieco topornie, jednak teraz nie ma już o tym mowy.
Muszę jeszcze zaznaczyć, że Warframe na Nonsensopedii wisi pod tytułem Bugframe, co jest dla mnie absurdalną bzdurą sprzed kilku lat – dzisiejszy Warframe bardzo różni się od tego, który udostępniony został graczom w 2013 roku. Stanowi on niemal wzorcowy przykład ewolucji – coś, co beta-testerzy wspominają jako gierkę na kilku planetkach z kilkoma broniami do użytku, dziś jest rozpędzoną machiną pędzącą w stronę swojej własnej kinowej ekranizacji.
Teraz wydaje mi się to już tylko kwestią czasu.
Z łezką w oku wspominam początek mojej przygody z tą grą. Nie różnił się on niczym od początków innych graczy, co fantastycznie obrazuje krótki filmik animowany, który niedawno odkryłam i którym na zakończenie bardzo chcę się z tobą podzielić:
tak wygląda pierwsze 100 dni z Warfreme
WARFRAME – WYMAGANIA SPRZĘTOWE
System operacyjny: Windows XP SP3 lub wyżej,
Procesor: Intel Core 2 Duo e6400 lub AMD Athlon x64 4000+,
Pamięć RAM: 2 GB
Karta graficzna: Nvidia GeForce 8600 GT lub ATI Radeon HD 3600,
DirectX: 9.0c,
Wymagane miejsce na dysku: 25 GB,
Inne wymagania: połączenie z internetem, STEAM









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz