Z roku na rok coraz częściej
spotykam się z chrześcijańskimi roszczeniami na temat obchodzenia świąt. No bo jak to tak – skoro nie wierzysz w narodziny Syna
Bożego, no to po co ci grudniowe święta? Maszeruj do pracy z uśmiechem na ustach.
Ano nie. Ale aby o tym
dyskutować, trzeba zagłębić się w podstawy podstaw.
Zacznijmy może od głównego
założenia:
JEZUS NIE URODZIŁ SIĘ W GRUDNIU
To przede wszystkim. Pomijając,
że nie każdy będzie uważał Jezusa za Syna Bożego, warto wiedzieć, że człowiek
ten, o ile żył, na podstawie zapisów w Biblii nie przyszedł na świat w grudniu.
Wzmianka z Ewangelii świętego Łukasza mówi o narodzinach Chrystusa za czasów
Heroda Wielkiego, kiedy przeprowadzany był spis ludności zarządzony przez
Kwiryniusza. Kwiryniusz był namiestnikiem rzymskiej prowincji Syrii oraz Judei.
Takie spisy wiązały się przede
wszystkim z masowymi podróżami do swych
miast, najczęściej chodziło w nich o ściąganie podatków lub pobór do
wojska. Natomiast Rzymianie w grudniu obchodzili wielkie święto na cześć Boga
Słońca, więc mało prawdopodobne, by w tym okresie ktoś zarządzał nawet i
wielotygodniowe podróże. Dla przykładu, Józef z Maryją mieli przebyć z Nazaretu do
Betlejem na osiołku ponad 150 kilometrów!
Biblia również podaje, że w
czasie narodzin Chrystusa pasterze pilnowali swych owiec pod gołym niebem,
dopóki boży zwiastuni nie poinformowali ich o wielkiej nowinie. W tamtych
czasach owce pasło się na dworze od wiosny do listopada, nie później. Jeżeli w
stajence, według niektórych kolęd, znajdowały się młode bydlątka, Jezus musiałby przyjść na świat wiosną.
A więc kiedy? Nie jesteśmy w
stanie wskazać jednej konkretnej daty, natomiast teolodzy są w stanie w
przybliżeniu ustalić miesiąc, w którym na świat przyszedł Jezus Chrystus. W
takich ustaleniach posiłkują się datą narodzin Jana Chrzciciela, który był
starszy od Jezusa o pół roku[1].
Ojciec Jana, Zachariasz, dowiedział się o ciąży Elżbiety na służbie
liturgicznej w świątyni. Służbę tę pełnił w jedno ze świąt żydowskich, nie
wiadomo jednak które. Żadne z nich nie wskazuje jednak, by Jezus narodził się
pół roku po Janie i jednocześnie w grudniu. Dzień jego urodzin według tych wskazówek wypadałby w 1. lub 7. miesiąc żydowski, tj. marzec/kwiecień lub wrzesień/październik[2].
Skoro Jezus Chrystus nie narodził
się w grudniu, to z jakiej paki chrześcijanie obchodzą wtedy jego narodzenie, a
niektórzy nawet burzą się, że ateiści też mają dni wolne od pracy?
RĄBNIJMY TRADYCJI, MÓWILI. BĘDZIE FAJNIE, MÓWILI
Jak już pisałam, w grudniu
Rzymianie obchodzili swoje święto, które wiązało się z przesileniem słonecznym.
Był to tzw. Sol Invictus, czyli kult
bóstwa Sol. W okresie 25 grudnia na niebie ludzie dostrzegali wzmożoną działalność
Słońca i traktowano ją jako jego narodziny. Mało tego, już od połowy grudnia do
połowy stycznia w Rzymie obchodzono hucznie Saturnalia, których w Cesarstwie Rzymskim, już tym chrześcijańskim, natychmiast zakazano. W Rzymie pierwszy
dzień nowego roku nazywano kalendami,
śpiewano wtedy pieśni na cześć Słońca przez cały miesiąc i to właśnie z tej
nazwy powstały polskie kolędy. W
czasie Saturnaliów Rzymianie odwiedzali się, obdarowywali prezentami, radośnie
się bawili i mieli dni wolne od pracy. Brzmi znajomo?
Saturnalia wraz z kultem bóstwa
Sol pod koniec IV wieku n.e. Kościół zastąpił Bożym Narodzeniem. Dlaczego? Ano
dlatego, by udobruchać lud i przejąć go na swoją stronę. Łatwiej jest
powiedzieć ludziom: ej, dzisiaj też macie
wolne, ale zamiast swojego czegoś tam obchodzicie od teraz nasze coś tam (tak naprawdę było to dużo bardziej subtelne i trwało całe pokolenia, ale z perspektywy wieków mój cytat wydaje się przynajmniej zabawny) niż zaproponować
inną datę, wprowadzić nową tradycję. Łatwiej przez dłuższy okres asymilować niektóre wierzenia i podania niż stworzyć coś nowego od podstaw i dopiero przekonywać do tego ludzi. Nikt nie przepada za zmianami, szczególnie drastycznymi. Ludziom
niższych klas w tamtych czasach tak naprawdę zwisało i powiewało, o co chodzi,
kto kogo wyznaje – liczyła się zabawa sama w sobie, tańce na ulicy i kolacje
rodzinne. Kiedy Kaligula chciał ograniczyć święta do pięciu dni, doszło do
poważnych rozruchów[3]. A tak poza tym, przecież Kościół ubóstwia symbolikę, więc to przesilenie, wydawałoby się, spadło mu z nieba.
WSZYSTKIE ZNAKI NASZE SĄ
Nie tylko tradycje rzymskie
zostały wchłonięte do tradycji chrześcijańskich. Również tradycje pierwotne uznawane za nasze, słowiańskie,
w tym pogańskie, mają swoje odniesienie w świętach, które dziś obchodzimy. W
czasie przesilenia, w grudniu, Słowianie świętowali dwutygodniowe Szczodre
Gody. Im też towarzyszyły spotkania rodzinne, prezenty i pieśni.
Choinka również jest tradycją stricte pogańską – nie
jest to żadne rajskie drzewko z Edenu ani iglak ze stajenki Jezusowej. Żywe
drzewko w domku sugerowało triumf życia nad śmiercią i także wiązało się z obchodzeniem
przesilenia słonecznego ku czci Saturna, boga rolnictwa.
Inny przykład? W mitologii nordyckiej kojarzono choinkę z drzewem Odyna, Yggdrasil, które łączyło niebo i ziemię. Dopiero legenda o św. Bonifacym nawracającym pogańskie rody germańskie wprowadziła Choinkę do tradycji chrześcijańskich. Legenda ta mówi, że Bonifacy ściął pogański dąb, który, spadłszy, utrącił inne drzewa dookoła, a ostała się tylko… mała jodełka. Dość wymowne, prawda?
Inny przykład? W mitologii nordyckiej kojarzono choinkę z drzewem Odyna, Yggdrasil, które łączyło niebo i ziemię. Dopiero legenda o św. Bonifacym nawracającym pogańskie rody germańskie wprowadziła Choinkę do tradycji chrześcijańskich. Legenda ta mówi, że Bonifacy ściął pogański dąb, który, spadłszy, utrącił inne drzewa dookoła, a ostała się tylko… mała jodełka. Dość wymowne, prawda?
Światełka, którymi dziś dekoruje
się domy, dla Słowian oznaczały bliskość z duszami zmarłych. Pamiętasz Dziady Mickiewicza? Światełka miały na
czas świąt ułatwić drogę do domów swych rodzin właśnie Dziadom, czyli przodkom rodowym. To też im pozostawiano jeden pusty talerz i dlatego przygotowywało się
nieco więcej jedzenia. Siadając do stołu, trzeba było najpierw dmuchnąć na
siedzenie, żeby nie przygnieść żadnej duszy. Mówiło się również, że gospodarz
powinien tej nocy odstąpić takiej swoje łoże.
Przygotowanie dwunastu potraw też nie jest
tradycją chrześcijańską, chociaż kojarzy się dość silnie z dwunastoma uczniami
Jezusa. Trzeba pamiętać, że tradycje chrześcijańskie zostały stworzone i
zakorzenione później, wcześniej natomiast przygotowanie akurat tylu dań oznaczało
całoroczne dziękczynienie za zbiory. Jedna
potrawa na stole to podziękowanie za jeden miesiąc. Również Szczodre Gody trwały dwanaście dni – stąd symbolika
dwunastki u Słowian[4].
MNIEJSZA O WIERZENIA
Trzeba zdać sobie w końcu sprawę,
że w dzisiejszych czasach może ledwo i promil (a może i nawet on nie) tradycji
świątecznych związanych z przyjściem Jezusa jako Syna Bożego na świat faktycznie wiąże się z
jego… przyjściem. Tak naprawdę czy Boże Narodzenie, czy rzymskie Saturnalia,
czy słowiańskie Szczodre Gody – wszystkie te i inne święta związane z przesileniem słonecznym to okazja, by posiedzieć z rodziną,
tak po prostu. Nie trzeba celebrować barana i niemowlęcia w stajni, nie trzeba
śpiewać dziękczynnych pieśni do Saturna czy witać się w progu z Dziadami.
Ja w domu mam choinkę. Przybraną w pierniki, cukierki, własnoręcznie robione bombki. Staram się mieć na stole trochę rybek, zapalam w oknie świeczkę, zbliżam się z rodziną, robimy sobie drobne upominki, dziękując za cały poprzedni rok i zapowiadając, że w następne święta spotkamy się w takim samym składzie (niektórzy nawet wysyłają do mnie sugestywne uśmieszki, że: a może i w większym). Naprawdę da się mieć wigilię bez otoczki chrześcijańskiej i w dzisiejszych czasach nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Mało tego, pracując w biurze podróży, co rok na własne oczy doświadczam cudu, że wyjazdy na okres magicznie drożeją. Jest popyt – jest podaż. Z roku na rok mam coraz więcej chętnych na tego typu usługi. Coraz więcej osób z grona moich znajomych oświadcza też, że nie celebruje świąt z pobudek religijnych, ale zawsze znajdzie się powód. Jakikolwiek. Chociażby to właśnie 24 grudnia urodził się Lemmy, wokalista Motörhead.
SPRZEDAM WIARĘ, TANIO
Dla upierdliwych, którzy nadal twierdzą, że osoby nie pokładające wiary w bóstwa religijne nie powinny obchodzić świąt jakichkolwiek, istnieje jeszcze jedno, dość brutalne rozwiązanie. Zawsze można oddać ateistom/niewierzącym/agnostykom
i tak dalej wszystkie dni świąteczne ustawowo wolne w... dniach urlopowych. Co by
się stało, gdyby nagle okazało się, że ateiści w katolickim kraju, który wcale nie jest katolicki, mają kilka dni urlopu więcej? W 2019 katolickich dni wolnych ustawowo jest osiem, akurat na dodatkowy tydzień
wolnego. Ktoś chce dodatkowy tydzień wakacji w sierpniu?
Prawda dla niektórych może i jest smutna, może trochę rozczarowująca. Należymy do dzieci pokolenia X, niektórzy do pokolenia Y. Jesteśmy coraz bardziej świadomi, coraz mniej pokładamy wiary i wydaje nam się, że wiemy już, jak wygląda życie. To my chcemy trzymać za ster, to my chcemy kroczyć w przód wyprostowani, to nam się coś należy. Jako że coraz więcej z nas nie poczuwa się już do żadnej z wiar, jesteśmy w stanie wykorzystać każdą z nich, aby tylko mieć wolny od codziennego wyścigu szczurów dzień. Właśnie po to, aby posiedzieć z rodziną lub pograć w Tomb Raider, lub poczytać książkę albo nażreć się mandarynek. Co kto chce.
Sprzedam wiarę za tydzień wolnego. Otwarcie i bez bólu dupy.
To dość spoko cena, nie sądzisz?
___________________________
Z okazji nadchodzących świąt – jakichkolwiek, jakiekolwiek chcesz mieć – życzę ci, aby były takie, o jakich marzysz.
I aby taki sam był cały kolejny rok.
Przeczytajmy się w nim!



<3
OdpowiedzUsuńTylko serduszko, tak po prostu. Bo sama bym tego lepiej nie ujęła.
Ojej, jak miło. :) Dziękuję za pierwszy komentarz na blogu.
UsuńW sumie nigdy nie zagłębiałam się w historię świąt Bożego Narodzenia, ale fajnie się dowiedzieć, skąd to wszystko się wywodzi. :D Ja niby jestem chrześcijanką, ale... czy jestem jakoś mocno religijna? Raczej nie. Jak byłam mała, to mnie zmuszano do pójścia do kościoła, no bo tak wypada, bo tak trzeba, bo tam trzeba się pomodlić. Zawsze się wtedy zastanawiałam, bo skoro mówili, że Bóg jest wszędzie, to dlaczego muszę chodzić do kościoła, aby się do niego pomodlić? Czy wtedy bardziej usłyszy moją modlitwę? Dla mnie to było dziwne, nie rozumiałam dorosłych, teraz wiem, że kościół to raczej wymysł ludzi, dziwne przekonania i w niektórych przypadkach - niezły biznes. ;/
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńMnie też nieraz irytuje takie na siłę wpychanie mi religii w to święto lub podważanie prawa do niego z powodów religijnych. Od lat obchodzę Boże Narodzenie - jako ateistka, teraz jako buddystka. Jest dla mnie świętem kompletnie niereligijnym, świętem rodzinnym, takie właśnie potrzeby mi zaspokaja. Moje prawo. (I dlatego nie cierpię kolęd o charakterze religijnym - i dlatego wolę kolędy anglojęzyczne, bo tam pełno jest świątecznych piosenek w klimatach "dzwonią dzwoneczki, jedzie Mikołaj z prezentami" - to mi pasuje. Kolędy religijne mnie irytują, bo to nie mój przekaz. Co nie znaczy, że zabraniam słuchać innym albo wrzeszczę, gdy takie utwory pojawiają się w radiu - po prostu przełączam, włączam inne piosenki).
OdpowiedzUsuńDenerwuje mnie też składanie życzeń w klimacie religijnym (te wszystkie "niech narodzony Jezus ześle błogosławieństwo") - to dla mnie brak pewnej delikatności, spojrzenia poza czubek własnego nosa i uświadomienia sobie, że ktoś może obchodzić to święto niereligijnie. Życzenia "wesołych, radosnych, rodzinnych świąt" są zwyczajnie bezpieczniejsze i bardziej empatyczne, bo nikogo nie wykluczają ani nie atakują niechcianą religią.
Ale my wciąż jesteśmy krajem świeckim w teorii, a w praktyce przeżartym katolicyzmem - rozumianym nie jako religia, a jako instytucja, która rości sobie prawa do tego, od czego powinna trzymać łapy z daleka. Na przykład od szkolnictwa. "Lekcje religii" to zwykła kpina nawet z nazwy, bo sugeruje, że jest tylko jedna religia. Lekcja religii? No to proszę zatrudnić religioznawcę i omawiać wszystkie religie świata po kolei. Lekcja religii katolickiej? To proszę ją prowadzić w kościele katolickim, a nie za pieniądze edukacji państwowej i w szkołach państwa świeckiego. I krzyże z sal też proszę zabrać. Mojego symbolu religijnego tam nie ma, innych symboli też nie ma, szkoły są świeckie, więc? (Ech, mogłabym tak długo).
Wiem, pytam w próżnię, przynajmniej na razie.